środa, 31 grudnia 2014

Od Tyvsy- c.d Elesty (Event Noworoczny)

-Szkoda- powiedziałam opanowana i zaczęłam zastanawiać się gdzie indziej brakuje nam kogoś. Na strażnika, czy wojownika była zbyt chuderlawa, a szkoda ich brakuje, w trakcie wojny najbardziej. Rolnicy i kucharze są. Zawsze można by zrobić z niej zwiadowcę, wygląda na zwinną... tylko gdyby nie mówiła tak długich zdań. W trakcie wojny, trzeba też pokrzepić serca poddanych, czyli muzyk też by się przydał. Tylko skąd ja mam wiedzieć, czy ona umie śpiewać?
-Masz do wyboru, albo teraz coś zaśpiewasz i wyjdzie ci to ładnie, co skutkuje tym że zostaniesz muzykiem, lub nie spodoba ci się ten wariant i pomyślisz o byciu zwiadowcą- uśmiechnęłam się krzywo

<Elesty?>

Od Elesty- c.d Tyvsy (Event Noworoczny)

Ciągle czułam wstyd i strach. Nie chciałam tego pokazać, moje spojrzenie było sztuczne, żeby nie pokazać uczuć, które pragnęłam ukryć. Walczyłam z nimi, nie wiem po co to robiłam. Pewnie nie chciałam pokazać słabości. Zastanawiałam się dlaczego zapukałam do tych drzwi, dlaczego nie potrafiłam się zatrzymać i cofnąć, to spotkanie mogło pójść inaczej. Uspokoiłam się w parę sekund, ale wydawało mi się że to godziny. W końcu powiedziałam głosem pełnym szacunku
-Przepraszam za moje zachowanie, trudno jest mi się zachować obok nowych osób. Nawet obok jednej nowej osoby.- kiedy to powiedziałam ta cała walka w środku mnie ucichła i ja mogłam spokojnie odpowiedzieć na pytanie.
-Na tym się kompletnie nie znam.- powiedziałam to z małym zawahaniem i poczułam znowu wstyd, bo nie potrafię szczerze udzielić odpowiedzi na którą ona oczekuje. Zastanawiałam się czy każde słowo dobrze dobrałam do sytuacji i czy znowu nie powiedziałam czegoś nieodpowiedniego. Miałam ochotę cofnąć się tą chwile w czasie i nie zapukać w te drzwi.

<Tyvsa?>

Od Elise- c.d Okami'ego (Event Noworoczny)

-Idę spać, nie wiem jak ty, ale ja jestem zmęczona- powiedziałam i ruszyłam w stronę swojej komnaty. Gdy byłam w połowie drogi, usłyszałam głos Okami'ego:
-Zaczekaj, Elise, proszę!- odwróciłam się do niego nie pewnie, a on uśmiechnął się nieśmiało
-Czego?- odpowiedziałam oschle, choć tak na prawdę nie chciałam tego zrobić... ja po prostu nie mogę mu dawać nadziei, ja nie mogę go pokochać, nie mogę pokochać nikogo. Spojrzał na mnie speszony i spuścił ogon.
-Po prostu chciałem powiedzieć, dobranoc- ruszył w swoją stronę. Wtedy przypomniało mi się, że miałam mu przekazać, że ma zgłosić się na trening do Maki'ego.
-Okami?- odwrócił się do mnie z nadzieją wymalowaną na pysku- Masz być jutro na treningu, o 7, rano- zrobił smutną minę, kiwną głową na znak, że zrozumiał i mruknął niewyraźne, cześć. Zrobiłam to samo i ruszyłam do swojej komnaty.

<Okamisiu?>

Od Tyvsy- c.d Elesty (Event Noworoczny)

Spojrzałam na nią z wahaniem. Zdziwiło mnie jej zachowanie, wręcz lekko zniesmaczyło.
-Gadatliwa jesteś... to źle-powiedziałam zgryźliwym głosem, a ona spojrzałam na mnie ze strachem. Czar Maki'ego odpuszczał, czułam to na całym ciele. Potrząsnęłam delikatnie łbem, aby przywrócić sobie trzeźwość umysłu. Gdy wszystko wrócił do normy, uśmiechnęłam się do niej krzywo. Potem zaczęłam przypominać sobie, na jakim stanowisku, brakuje nam wilków. Od razu do głowy przyszli mi medycy... bo przecież jednego ostatnio zabiłam.
-Umiesz leczyć innych? Mamy poważne luki jeżeli chodzi o medyków.

<Elesty?>

Od Elesty- c.d Tyvsy (Event Noworoczny)

-Nie wiem... chcę...- zamilkłam próbując uzbierać myśli i odpowiedzieć coś sensownie-
... chcę spróbować wszystkiego. To brzmi niedorzecznie, ale nie wiem czego chcę, nie wiem w czym jestem dobra. Wcześniej zajmowałam się tylko drobnostkami. Nie chcę nikogo zawieść, nie chce nic zepsuć- mówiłam to co raz ciszej, ale za razem, co raz szybciej, aż zaczęłam niezrozumiale bełkotać mówiąc ostatnie zdanie.
-Przepraszam, zapomniałam się Alfo. Proszę o jakieś wybrane przez ciebie zadanie, mam nadzieje, że się sprawdzę- uniosłam na chwilę głowę mówiąc to, potem znów spojrzałam w dół ze wstydem w oczach.

<Tyvsa?>

Od Okami'ego- c.d. Elise (Event Noworoczny)

Wilczyca wstała ze mnie. To było... takie, takie romantyczne. Wprost wyjęte z jakiegoś tandetnego romansu. Jednak nie mogę powiedzieć, że mi się nie podobało. Poczułem dziwny płomień w sercu i ogarnęło mną szczególne uczucie. Miałem ochotę zapomnieć o całym, bożym świecie i być cały czas przy niej. Pomagać jej, wspierać ją w trudnych chwilach, przeżywać z nią przeróżne przygody... po prostu żyć z nią.
-To było... pouczające-powiedziałem jednocześnie szczęśliwy i zdziwiony.
-Pouczające?!-spojrzała na mnie zszokowana.
-Tak.
-Egh! Jesteś nieznośny! Jak możesz w takiej chwili powiedzieć, że to było "pouczające"?
-Eee... Nie rozumiem o co ci chodzi.
<Elise?>

Od Elise- c.d Okami'ego (Event Noworoczny)

Usłyszałam kroki na korytarzu, ruszyłam w ich stronę. W miarę jak zaczęłam się zbliżać, do nocnego wędrowcy, kroki stawały się coraz głośniejsze. W końcu zza zakrętu zobaczyłam biały ogon. Przyśpieszyłam. Po chwili zrozumiałam, że to Okami. Gdy byłam prawie z nim na równi, pytającym głosem wymówiłam jego imię. Basior zatrzymał się, a ja przez nieuwagę wpadłam na niego. Wylądowałam z pyskiem nad jego pyskiem. Basior patrzył się na mnie ze zdziwieniem, a ja lekko uśmiechnęła się do niego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jesteśmy naprawdę blisko i o dziwo ta bliskość mi nie przeszkadzała, a wręcz sprawiała przyjemność. Poczułam motyle w brzuchu. Uśmiech zszedł mi z pyka, gdy uświadomiłam sobie co to oznacza. Szybko podniosłam się z ziemi i stanęłam na czterech łapach.

<Okamisiu?>

Od Okami'ego (Event Noworoczny)

-Okami!- krzyknęła do mnie przerażona matka. Ogień zaczął już trawić dach. Jeszcze chwila, a nasz dom runie... z moją mamą w środku.
-Mamo!-zacząłem mocniej walić w wielkie drzwi. Po chwili moje łapy były pokryte krwią, jednak nie obchodziło mnie to za bardzo. Teraz najważniejsza była moja rodzicielka uwięziona w budynku. Cofnąłem się i wbiegłem z całym impetem w wejście. Bezskutecznie. Nagle ktoś złapał mnie od tyłu i pociągnął. Szybko się obejrzałem, przez łzy zobaczyłem naszego sąsiada z naprzeciwka.
-Niech pan coś zrobi! Tam jest moja mama!-krzyknąłem błagalnie do niego, patrząc na dom. Większa część dachu już spłonęła. Lada chwila a płomienie dotrą do mamy.
-Synu, już po niej-spojrzałem na niego. Chyba żartuje, jest jeszcze trochę czasu, wiem to-Już za późno-chciał mnie przytulić jednak wyrwałem się mu i pobiegłem w stronę najniższego okna. Musi mi się udać, musi! Skakałem, jak najwyżej mogłem, jednak nawet nie mogłem dotknąć parapetu. Nie! Obiegłem cały dom dookoła. Za wysoko... Szybko wróciłem do drzwi.

-Synu.. ko.. kocham cię-usłyszałem jej słaby głos, a po chwili wszystko się zawaliło.
Obudziłem się zlany potem. Znów ten sen... Wstałem z łóżka i zacząłem chodzić po pokoju. Czemu znowu mi się przyśniła?! Czemu teraz?! Muszę się przewietrzyć...  Szybko wyszedłem z komnaty i skierowałem się do wyjścia na ogrody.
-Okami?-zatrzymał mnie głos Elise.
<Elise?>

Od Tyvsy (Event Noworoczny)

Ze snu wybudziły mnie krzyki, dobiegające z dziedzińca. Maki musiał rozpocząć szkolenie wilków. Podniosłam się leniwie z łóżka i ruszyłam w stronę szafki na której trzymałam wszystkie przybory do czesania. Wiem, wilkom takie rzeczy się nie przydają... no chyba, że tak jak ja upodobali sobie siedzenie w ludzkiej skórze i oczywiście mają jak się zmieniać  w dwunoga. Uczesałam swoje długie, czerwone włosy i spojrzałam w lustro, które wisiało na ścianie. Uśmiechnęłam się lekko, gdy spostrzegłam że moje oczy są lekko czerwone. Usłyszałam pukanie do drzwi. Niechętnym krokiem ruszyłam w ich stronę. Otworzyłam je. W progu stała nowa wilczyca, Elesty.
-Co cię tu sprowadza?- spytałam się jej nie zważając na maniery... jakoś ostatnio nie za bardzo staram się przestrzegać etykiety
-Dzień dobry, Alfo!- uśmiechnęła  się nieśmiało- nie wiem jak mam pomóc- odpowiedziała na moje wcześniejsze pytanie. Spojrzałam na nią w zamyśleniu.
-A w czym jesteś dobra?

<Elesty?>

Dzień Krwawego Słońca się zbliża...

Ogień buchnął z ogromnego kamiennego kielicha i utworzył ognisty pysk.
-Witaj Marsie- rzekła Neptune.
-Witaj pani- odrzekł ognisty pysk- Jak idą przygotowania?
-Bardzo dobrze, moi strażnicy są już gotowi.
-Czternaście potężnych wojowników*... Tak, pójdą ze mną na zamek- Mars zaczął bawić się czymś czego ogień nie potrafił pokazać.
-Panie, nadal nie rozumiem, dlaczego akurat ta wataha? Dlaczego akurat oni?
Mars zamarł. Odwrócił głowę w stronę Neptune i warknął:
-Nie znasz przepowiedni? Nikt cię nie poinformował?
-Nie, panie.
-Przepowiednia mówi, że alfa tej watahy, Tyvsa Kendra, ma mnie zgładzić. Jeśli ja zrobię to pierwszy, może uda się oszukać przeznaczenie- wyjaśnił Mars.
-Jakim cudem zwykła alfa ma pokonać ciebie? Najpotężniejszego boga?- zdziwiona Neptune zapytała.
-Nie pokona mnie!- krzyknął.
-Przepraszam.
Mars popatrzył na nią z pogardą.
-Pamiętaj że dzień Krwawego Słońca się zbliża. Jeśli mi pomożesz, teren będzie twój. Dzień przed nowym świtem zejdź na ziemię ze swoją armią. Znalazłem świetną kryjówkę, żyje tam jakieś koczownicze plemię zwierząt... Jak im było? Narwale? Nie... Nawroty.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~***~~~~~~~~~~~~~~~~~~

*Neptun ma 14 księżyców, "Tryton", "Nereida", "Proteusz", "Najada", "Talassa", "Despoina", "Galatea", "Larissa", "Halimede", "Sao", "Laomedea", "Psamathe", "Neso", "S/2004 N 1" (na potrzeby fabuły "Szeron").
Źródło: http://pl.wikipedia.org/wiki/Ksi%C4%99%C5%BCyce_Neptuna


Opowiadanie napisane, przez Pata, za co bardzo mu dziękuję. Dostajesz 30 KM w podzięce ;)

Wielkimi krokami zbliza sie rok 2015...

Za pare godzin bedziemy mieli rok 2015, a co za tym idzie nasze wilki postarza sie o rok. Jest też drugie następstwo nowego roku, a mianowicie event.

Event Noworoczny

Jest to nadzwyczajne wydarzenie mające na celu zintegrować nasza watahę. W tym roku organizowane jest po raz pierwszy, ale planuje zapisać je do tradycji naszej watahy.

Jak wiadomo za parę dni czeka nas pierwsza bitwa, a co za tym idzie trzeba pomyśleć o przygotowaniach, wiec zapraszam wszystkich do wspólnego pisania opowiadań o tym jak wasz wilk przygotowuje się do wojny.

Każdego wilka, który chce wziąć w tym udział, proszę o znalezienie sobie kogoś do pary, aby prowadzić z nim tak zwane rozmowy. Pary proszę zgłosić mi do godziny 20.00, a od 20.30 zaczynamy pisanie. Głównym celem każdej pary będzie napisanie 15 opowiadań, każda para której się to uda dostanie...Uwaga! Az 100 PŻ i 100 KM. Inne pary, za sam udział dostana 25 PŻ i 10 KM. Opowiadania jak zawsze musza zawierać co najmniej 5 linijek! Oczywiście KM będą nadal normalnie liczone, tak ja za zwykle opowiadania.

Event będzie trwał do godziny 12.00.


Życzę powodzenia!
Alfa, Tyvsa

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Istniejemy już rok!

Wataha Wiecznego Księżyca, ma już rok... ale tylko pod tą nazwą...cała jej historia trwa już 3 lata! To bardzo długi czas, dziękuję wam wszystkim za współpracę i życzę dalszego zaangażowania!

Najpierw byliśmy na prezentacji, gracza Sarka603, było to bardzo dawano temu, kiedy wataha nie była jeszcze moja. Dołączyłam do niej jako Harry, szybko zostałam alfą. Potem blog przeniósł się na stronę zrobioną w wix.com <<klik>> . W tym czasie przejęłam watahę na siebie. Bolało mnie to, że się nie rozwijała,więc po krótkim czasie przeniosłam ją na bloggera <<klik>> . W przedostatniej formie wataha była, za równo na bloggerze, wix.com jak i na Kidblogu, połączyła te wszystkie strony, co niestety nie dało zamierzonego efektu <<klik>> . Dziś jesteśmy tutaj, wataha się rozwija, ale jak długo będzie istnieć i czy nasza historia nadal będzie tak kolorowa jak dzisiaj?

Mam dla was parę zagadek związanych z życiem naszej watahy. Wilki które podadzą mi odpowiedź na którąś z nich dostaną 5KM, oczywiście można odpowiadać na więcej niż jedną i zdobyć większą nagrodę. Wilk, który poda mi wszystkie odpowiedzi, nie dość, że zdobędzie KM, za każdą z zagadek, to dostanie dodatkowo 50PŻ!

1. Jakie nazwy, po kolei, nosiła nasza wataha?
2. Jak nazywała się moderatorka w pierwszej odsłonie watahy?
3. Jak na imię miała córka,  Kendry I?
4. Jak nazywał się wataha dołączona do naszej, kiedy blog był na Kidblogu?
5. Jak miała na imię pierwsza samica Alfa?

Odpowiedzi proszę wysyłać do Alfy





Alfa, Tyvsa

sobota, 27 grudnia 2014

Prace Konkursowe

Nawet nie wiecie jak cieszy mnie, że aż tyle osób wzięło udział w konkursach! Jestem z was dumna!
Z góry mówię iż Leo i Elesty zostali zwolnieni z pisania pracy konkursowej, ze względu na ich niedawne dołączenie, a Elise ze względu na to iż jest moim 3 wilkiem, a ja nie miałam za zbytnio czasu jest także zwolniona.


"Mój wilk i jego święta"


Praca Rhydiana: <<klik>>
Praca Okami'ego: <<klik>>


"Święta w farbie"


Praca Tyvsy:

Praca Sanariona:

Praca Rayana:

Praca Seanit:

Praca Pata:


Po lewym boku bloga wrzuciłam ankiety do głosowania, miłego wybierania najlepszej pracy ;)

piątek, 26 grudnia 2014

Okami- KONKURS ;D

Ze snu wyrwał mnie odgłos otwierania drzwi. Niezauważalnie uchyliłem powieki i w ostatniej chwili zauważyłem głowę wilka znikającego za drzwiami.
-Zaczekaj!-zawołałem za nim. Intruz wychylił się. Była to znana mi z widzenia pokojówka. Często spotykałem ją idącą przez korytarz albo pomagającą w kuchni.-Coś się stało?-spytałem zaniepokojony.
-Skądże.-szeroko się uśmiechnęła-Chciałam tylko przypomnieć panu o dzisiejszej uczcie wigilijnej.-Westchnąłem. Nie miałem dziś ochoty na pogawędki z innymi wilkami. Najchętniej przespałbym cały boży dzień w moim mięciutkim łóżeczku i zapomniał o wszystkim. Niestety, to chyba nie było mi dane. Pocieszyłem się faktem, że będzie tam dużo jedzenia. Co jak co, ale to była moja ulubiona rzecz w pałacu. Tuż za nią znajdowały się obrazy, rzeźby i wszelkie inne dzieła sztuki, których było tutaj od groma.
-Bardzo ci dziękuję.-przypomniałem sobie o pokojówce, która dalej stała w mojej komnacie.-Przekaż alfie, że z chęcią przyjdę.-uśmiechnąłem się zawadiacko. Jak już wspominałem, wcale nie miałem ochoty nigdzie iść.
-Oczywiście.-odpowiedziała i szybko wyszła. Pewnie musiała jeszcze zawiadomić inne wilki.
Z tego co wiem, uczta miała rozpocząć się dopiero po zachodzie słońca. Spojrzałem na krajobraz za oknem. Nie było nawet południa. Czyli mam jeszcze bardzo dużo czasu, żeby się ogarnąć, pomyślałem szczęśliwy. Postanowiłem, że najpierw przejdę się nad jezioro i porządnie się wykąpie. Potem może przespaceruje się po lesie. Lubię sobie od czasu do czasu pochodzić w samotności, rozmyślając o... można powiedzieć, że o wszystkim, ale jednocześnie też niczym. Ogólnie byłem typem samotnika i myśliciela. Niektórzy nawet mogliby mnie też nazwać zadumanym. Wyjąłem suchy ręcznik z szafy i wyruszyłem w drogę nad jezioro. Gdy byłem już przy drzwiach wyjściowych zatrzymał mnie żartobliwy głos jakiegoś wilka:
-Mam nadzieję, że wybierasz się na dzisiejszą ucztę.-odwróciłem się i zobaczyłem opartą o poręcz schodów Elen.
-Hej, a co jeśli nie?-zaśmiałem się.
-To cię osobiście uduszę, poćwiartuje, wsadzę do piekarnika i zrobię pyszną potrawkę dla świń.-odpowiedziała poważnym tonem. Zacząłem się śmiać w niebo głosy. Po kilkunastu sekundach Elen dołączyła do mnie. Kiedy w końcu się uspokoiliśmy zapytała się:
-Czyli rozumiem, że będziesz?
-Może, czemu ci tak na tym zależy?-zaciekawiłem się.
-Hmm... powiedzmy, że w tym roku, w kuchni trwają wyjątkowo wielkie przygotowania.-wyjaśniła z uśmiechem.
-Aha, jeśli tak, to na 100% będę.-dla dodania efektu oblizałem pysk.
-Uwierz mi, nie pożałujesz.-puściła mi oczko-A i nie rób tak więcej, to wygląda strasznie.-dodała lekko krzywiąc się.
-Zastanowię się.-chciałem zrobić jej na złość.
-Lepiej zastosuj się do mojej rady, wybacz, ale muszę już iść, ledwo wyrwałam się na te kilka minut.-pokiwałem głową ze zrozumieniem.
-Jasne, do zobaczenia.-pożegnałem się.
-Pa.-wilczyca weszła do spiżarni. Zapewne musiała przenieść kilka składników do kuchni. Jeszcze chwilę obserwowałem krzątającą się po pokoju Elen, a potem szybkim truchtem pobiegłem nad jezioro. Ostatnimi czasy bardzo polubiłem bieganie. Być może przez to, że już nie jest nieodłącznym elementem mojego życia. Taa... żywot złodzieja jest ciężki. W końcu dotarłem do celu. Szybko wskoczyłem do wody. Wokół mnie wytworzyły się bąbelki. Popływałem chwilę, a potem wytarłem się ręcznikiem, położyłem na trawie i zamknąłem oczy. Gdy je ponownie otworzyłem na niebie były już gwiazdy, a wokół mnie-ciemno. Szybko się zerwałem. Pewnie wszyscy już na mnie czekają. Nie myśląc nic więcej jak najszybciej umiałem pobiegłem do zamku. Lecz gdy już znalazłem się przy wejściu do Wielkiej Sali ogarnęły mnie wątpliwości. Co ja im powiem? Na pewno nie to, że uciąłem sobie drzemkę nad jeziorem. Po chwili namysłu zdecydowałem się na "zatrzymanie przez nieoczekiwane okoliczności", natomiast gdyby ktoś dalej drążyłby temat, chociaż tego się nie spodziewałem, to odpowiem, że spotkałem Elen, postanowiliśmy się przejść i straciliśmy poczucie czasu. Wątpię, żeby ktoś jej się o to pytał. Wszedłem do sali. Nagle wszystkie oczy skierowały się na mnie. Poczułem się trochę zakłopotany, nie lubiłem, gdy wszyscy zwracali na mnie uwagę, jednak nie dałem tego po sobie poznać. Zanim padły jakiekolwiek pytania powiedziałem:
-Witajcie, przepraszam, zatrzymały mnie nieoczekiwane okoliczności.-pochwyciłem zdziwione spojrzenie Tyvsy.
-A cóż to za nieoczekiwane okoliczności?-spytała się Elise.
-Przy schodach spotkałem Elen, odprowadziłem ją i się zagadaliśmy.-wyjaśniłem.-Przepraszam, straciliśmy poczucie czasu.
-Nic się nie stało-Tyvsa uśmiechnęła się do mnie. Potem odwróciła się do reszty wilków tak, żeby każdy mógł zobaczyć jej pysk.-A więc zaczynajmy.-Lokaje podnieśli przykrywki, chroniące potrawy. Rozległy się odgłosy zachwytu. Jedzenia była cała masa, a każde było idealnie ułożone, ozdobione i pachniało wyśmienicie. Od razu złapałem pierogi z kapustą i grzybami, moje ulubione danie, i zacząłem je wcinać.
-Tobie to smakuje?-zapytał się zdziwiony Rayan, gdy na dnie miski został tylko jeden pieróg. No cóż... co się dziwić, wilki zazwyczaj nie jedzą ani grzybów, ani kapusty.
-Pewnie.-odpowiedziałem i żeby wzmocnić moje słowa ze smakiem opróżniłem do czysta talerz. Basior skrzywił się, ale nic nie powiedział i po chwili wrócił do jedzenia. Nie minęła nawet godzina, a ja spróbowałem prawie każdej potrawy, chciałem posmakować wszystkiego, ale byłem już tak najedzony, że nie potrafiłem zjeść niczego więcej. Inni widocznie też mieli pełne brzuchy, rozkładali się na krzesłach i z wyrzutem patrzeli na stojące potrawy. Taaak, w tym roku służba się zdecydowanie za bardzo postarała. Spojrzałem na naszą alfę. Na swoim talerzu miała małą kupkę jagód w śmietanie. Z tego co do tej pory zauważyłem, Tyvsa bardzo mało jadła, dziwiłem się skąd bierze siły na zarządzanie tym wszystkim. Nawet dzisiaj zjadła tylko małą polędwiczkę i kawałek pieczonej ryby. Prawdopodobnie też nie zje tych jagód. Ale co ja mogę w tej sytuacji zrobić? Przecież nie będę jej karmił. To byłoby co najmniej obrażające i po prostu dziwne.
-Jak tam?-nagle usłyszałem za sobą głos Elise. Odwróciłem się do niej.
-Po staremu.-uśmiechnąłem się łobuzersko.
-To co mówiłeś chyba nie było prawdą, nie mylę się?-spytała z podejrzliwym wzrokiem.
-Żartujesz? Oczywiście, że było. Po co miałbym kłamać?-widocznie byłem przekonywujący, bo wilczyca chwilę się zastanowiła i odpowiedziała:
-Niech ci będzie.
-Smakowało ci jedzenie?-zmieniłem temat.
-Było przepyszne.-uśmiechnęła się. Tak właśnie zaczęliśmy miłą pogawędkę. Rozmawialiśmy dopóki Tyvsa nie oznajmiła, że musi iść do pokoju odpocząć, żeby mieć jakieś siły na jutro.
-Przepraszam, ale ja też już pójdę się położyć, jestem padnięty.-powiedziałem do Elise.
-Jasne, w sumie ja też jeszcze załatwię kilka rzeczy.
-Okej, a tak w ogóle, dzisiaj wyjątkowo byłaś dla mnie dziwnie miła.-rzuciłem jej podejrzane spojrzenie.
-W końcu wigilia.-zaśmiała się, a ja pomyślałem, że mimo wszystko wolę tamtą Elise.
-Dobranoc.-wstała, podziękowała i wyszła. Zrobiłem to samo i już po chwili leżałem w swoim łóżku. Zanim zasnąłem zdążyłem przeanalizować cały dzisiejszy dzień, zwłaszcza rozmowę z Elise...

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Od Pata-Anabelle cz. 2

Zanim jednak wyszedłem, pomyślałem o czymś. Odwróciłem się i pobiegłem w stronę zamku.
Wszedłem do komnaty Alfy i powiedziałem:
-Nauczysz mnie jeszcze czegoś?
Popatrzyła na mnie zaskoczona.
<Ciąg dalszy: http://watahawk.blogspot.com/2014/12/od-tyvsy-cd-okamiego.html >
***
-Proszę was o udanie się do swoich komnat, tych które zostały wam przydzielone w zeszłym tygodniu. Zobaczymy się na następnej naradzie, którą zwołam po uprzątnięciu sali.
Wyszedłem z sali. Poczekałem aż wszyscy pójdą do swoich komnat i pobiegłem w stronę wyjścia.
Nie miałem zamiaru walczyć. Ukryłem się za rogiem, by strażnicy przy drzwiach mnie nie zobaczyli. Wyczarowałem węża z wody, który podpłynął bezszelestnie do strażników. Rozdzielił się na cztery mniejsze części.
Podniosłem oba na wysokość nozdrzy strażników.
-Co do lich... - nie dokończył pierwszy strażnik bo woda płynęła mu do nosa. Zamroziłem ją a wilk zwiotczał i padł na ziemię.
Drugi strażnik rozejrzał się przerażony.
-W-wyjdź z ukrycia ! - wykrzyknął. Kolejne węże wpłynęły przez nozdrza jednak zdążył krzyknąć. -POMOCY...
Upadł na ziemię. Usłyszałem szybkie kroki. Przykryłem ciała grubą warstwą lodu i wybiegłem. Usłyszałem za sobą krzyki. Strażnicy mnie dojrzeli.
Wstrzeliłem w ich stronę lodowe pociski, które rozpłynęły się i zamroziły całe ciała. Pobiegłem szybko przed siebie. Coraz więcej strażników zbierało się pod bramą, jednak w mroku nocy mnie nie dojrzeli.
Biegłem ile sił w łapach. Skręcałem gdzie popadnie, uciekając przed strażnikami. W końcu dotarłem na plażę.
-O cholera. - powiedziałem.
Odgłos łap był coraz głośniejszy. Odwróciłem się. Nikt, kto mnie rozpozna nie może pozostać żywy.
-Myśl deklu, myśl - mówiłem do siebie poddenerwowany. -A pieprzyć to.
Zamknąłem oczy i skupiłem się na wodzie. Po chwili, ponad taflę morza podniosła się kula pusta w środku. Podleciała do mnie i otworzyła się. Wszedłem do środka przymrażając środek.
Woda opadła do morza, a ja w lodowej kuli wpadłem do wody. Zacząłem opadać. Skupiłem się. Mogło się wydawać, jakbym miał ogromną piątą łapę, która pchałaby mnie przez wodę. Jednak używanie magii, w takim dużym stopniu i przez tak długi czas było męczące. Nie wiedziałem gdzie jestem i nie miałem siły. Nie wiedziałem jak daleko jeszcze jest cel mojej podróży.
Upadłem wykończony.
Okazujesz swą słabość Pat.
Zamknąłem oczy.
Ktoś cię znajdzie i zobaczy jaki byłeś słaby.
Położyłem się najwygodniej jak potrafiłem. To dobre miejsce by umrzeć.
Rusz się debilu.
W mojej głowie trwała walka. Nie wiedziałem co zrobić. Lód zaczął pękać. Słyszałem coraz więcej trzasków. Pokrywa zaraz pęknie.
Nie miałem już motywacji by brnąć dalej. Kula pękła. Ogromna fala wody zalała moje ciało. Otworzyłem szeroko oczy. Woda wpłynęła do moich płuc.

C.D.N

Okami-c.d. Elise

Gdy zaliczyłem wszystkie komnaty byłem już padnięty. Wyobrażam sobie, co będzie gdy zacznie się wojna. Mimo wszystko bieganie po 3 piętrach i ogrodzie zamkowym potrafi zmęczyć. Jednak ma to swoje dobre strony, bo jakby przyszło co do czego potrafiłbym szybko uciec. Póki co nie zamierzałem walczyć. W końcu dostrzegłem drzwi do mojego pokoju. Wszedłem do niego i od razu padłem na łóżko. O jak dobrze wreszcie odpocząć! Dzisiejszy dzień był dla mnie wystarczająco męczący. Zamknąłem powieki, jednak od razu stanął mi przed oczami obraz powieszonej Aryi. Zerwałem się z łóżka. Nie! To nie może być prawda!-zacząłem nerwowo chodzić po moim pokoju-Ona tego nie zrobiła!-po kilku minutach w końcu usiadłem na krześle-Dobra Okami, pierwszy raz widziałeś samobójstwo wilka, to normalna reakcja, a teraz się ogarnij i uspokój-nakazałem sobie. O dziwo zawsze takie rozmawianie ze sobą mi pomagało. Nagle do pokoju wpadł czarno-czerwono-biały wilk. O ile się orientuję był to Rayan.
-Okami?-rozejrzał się.
-Tutaj-podpowiedziałem mu. Jego wzrok zatrzymał się na mnie.
-Narada się już zaczyna, zauważyłem, że cię nie ma, więc postanowiłem sprawdzić co z tobą-uśmiechnął się nieśmiało.
-A tak, jasne, dzięki-powoli wstałem i skierowałem się do wyjścia. Rayan ruszył za mną.
                                                                      ***
-Witam,wszystkich zebranych!-usłyszałem donośny głos Elise zza drzwi. Szybko wszedłem i zająłem mijesce pośród tłumu.-Cieszy mnie,że przybyliście dziś tak licznie,bo narada ta jest jedną z ważniejszych.-mówiła dalej- Wiem,że nie ufacie mi i że za mną nie przepadacie,ale niestety stałam się nieodłączną częścią waszej historii.Mam wam do przekazania dziś bardzo smutne wieści.-nagle rozległ się trzask, ze wszystkich okien posypało się szkło. Chwilę później zaczęły przechodzić przez nie wielkie smoki z ludźmi na grzbietach. 
-Szlak-powiedziała Tyvsa i wyczarowała ogromną, chroniącą nas tarcze wodną.  W odpowiedzi ze smoków zostały spuszczone liny, po których zjechali na ziemię ludzie.
-Okami, zabierz wszystkich bez mocy do schronu, już!-krzyknęła do mnie Tyvsa. Szybko zacząłem tłoczyć wilki pod ścianą. Pewien strażnik powiedział mi kiedyś, że znajdują się tam ukryte drzwi. Na szczęście dobrze to zapamiętałem. Żeby otworzyć je wystarczyło tylko mocno uderzyć w nie 4 razy. Zrobiłem to, a po chwili drzwi stanęły otworem. Wadery szybko wbiegły do kryjówki, za nimi basiory, a na samym końcu ja. W ostatniej chwili obejrzałem się i zobaczyłem Tyvsę, która z wielkim trudem dalej utrzymywała tarczę. Potem drzwi się zamknęły.

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Rhydiana- Konkurs

Podniosłem zmęczony łeb i spojrzałem na okno, z którego do pomieszczenia wpadało światło. Jedna rzecz, której nie cierpię od kiedy słońce, zaczęło się pojawiać na niebie. Poranki... czy nie mogło by być ciemno do czasu aż się wyśpię... to by było cudowne i słońce bym wtedy kochał... chociaż mogłoby świecić jeszcze mocniej, bo wiem że dawniej tak było. Wstałem zrezygnowany z łóżka, wiedziałem że już nie zasnę. Rozejrzałem się się po pokoju, przy drzwiach leżała zielono- czerwona koperta, ruszyłem w jej stronę, aby ją podnieść. Otworzyłem ją i zacząłem czytać:

Dziś jest 24 grudnia, wigilia, w związku z tym zapraszam cię na obchody tego radosnego święta. Spotkajmy się w Ogrodzie Wspomnień, mam ci tam coś do pokazania.

Cassandra

Przeczytałem tą wiadomość, paręnaście razy. Moja siostra przypomniała sobie o moim istnieniu, ale jak to i dlaczego? Nie rozmyślając zbyt dużo, chwyciłem za torbę, wrzuciłem do niej list i pobiegłem na spotkanie z Cassandrą. Gdy znalazłem się na miejscu spotkania, nie było nikogo. Wtedy dotarło do mnie, że ta wiadomość mogła być tylko głupim żartem. Nie grało mi w tej tezie tylko jedno, skąd ktoś znał imię mojej siostry. Poczekałem na nią jeszcze parę minut, lecz nikt się nie zjawił. Gdy zacząłem iść w drogę powrotną, usłyszałem czyjeś cichutkie kroki. Odwróciłem się do tyłu. Zobaczyłem swoją siostrę we własnej osobie. Uśmiechnęła się do mnie, a ja odwzajemniłem ten gest.
-Jak tam braciszku?- spytała z arogancką nutą w głosie, jak to od zawsze miała w zwyczaju
-Tak jak zwykle- odpowiedziałem obojętnie
-Jakiś jesteś markotny, czemu jesteś tak daleko od domu?
-Bo mnie wygnali- zdziwiła mnie jej niewiedza... ale czego miałem się spodziewać, po wilczycy która nie odwiedziła nas ani razu od kiedy się wyprowadziła.
-Dawno tam nie byłam, musiałam to niechcący przeoczyć- cała ona, nic ją nie obchodziło, choćbym jej powiedział że zamordowałem jej partnera,ona przyjęła by to na twarz i odgarnęła te swoje niebieskie włosy do tyłu.
-Co chciałaś mi pokazać?
-Siebie- zaśmiała się
-Aż tak głupia nie jesteś, żeby tylko po to mnie wołać
-Uł, aleś się miły zrobiłeś. Jestem dumna- kiedyś ją normalnie zabiję
-Więc?
-Dobra, chodź zaprowadzę cię- ruszyła w głąb ogrodu, a ja za nią, po chwili znaleźliśmy się przed jakimś nagrobkiem. Spojrzałem na napis na nim, imiona tych wilków nic mi nie mówiły.
-Deirde i Maksymilian- przeczytała na głos- wiesz kto to?
-Nie
-Nasza najstarsza siostra i jej partner
-To ja miałem jeszcze jakąś siostrę?!
-No tak, uciekła zaraz po twoich narodzinach
-Czemu?
-Bo umiała czarować, obawiała się że ją za to ukarzą- spojrzałem na nią ja zaklęty. Miło wiedzieć, że miało się siostrę, która umiała czarować podobnie jak ja. Super, naprawdę!
-Czemu nikt mi o niej nie powiedział?
-Rodzice się jej wstydzili... a ja się bałam, że mnie ukarzą- zrobiłam smutną minę, ale po chwili wypogodniała
-Bo?
-Bo to była tajemnica rodzinna
-No i?! Nie wiesz ile to by mi ułatwiło!- krzyknąłem- też mam moc, debilko!- wytrzeszczyła oczy, ściągnęła z łapy jedną z bransolet i podała mi ją.
-Miałyśmy nadzieję, że ominie to chociaż ciebie. Uznaj tą ozdobę za prezent świąteczny, ale nigdy go nie zdejmuj. Wesołych świąt mały braciszku- powiedziała to i... zniknęła, tak po prostu wyparowała.

~*~*~

Obudziłem się z jękiem. Dobrze, że ta cała historia okazała się tylko snem, chociaż... zaraz... spojrzałem na swoją łapę miałem na niej bransoletę od siostry. Naprawę fajnie, że mnie uśpiła.
-Mam nadzieję, że nie gniewasz się że zajęłam ci całą wigilię, ale nie martw się będzie ci teraz łatwiej i co najważniejsze drugi dzień świąt należy tylko do ciebie-usłyszałem w głowie jej głos, a potem poczułem jak się od mnie oddala. Wiedziałem, że nie mam już jak jej odpowiedzieć.

sobota, 20 grudnia 2014

Od Tyvsy- c.d Leo

Ruszyłam przed siebie,a on za mną. Droga powrotna trwała dwa razy dłużej, gdyż mój towarzysz lekko utykał. Starałam się jak najbardziej mu pomóc, abyśmy byli jak najszybciej w zamku, bo wtedy jego cierpienie zmaleje. Po pół godzinie udało nam się dostać do bramy zamku. Gdy wchodziłam przez nie do środka, strażnicy patrzyli na nas z zaciekawieniem. Ruszyłam w stronę komnaty Sanariona, wiedziałam że basior, na pewno zna jakiś czar, który pomoże w gojeniu się ran Leo. Gdy byliśmy na miejscu, zapukałam, po chwili drzwi otworzył mi San i spojrzał na mnie ze smutkiem. Z resztą jak ostatnio zawsze.
-Potrzebujemy pomocy, jest cały poraniony- wskazałam na wilka za sobą
-A kto to?- spytał i spojrzał na mnie podejrzliwie
-Członek watahy, z resztą to nie twoja sprawa, to ja jestem alfą, ja muszę nad wszystkim panować nie ty- spiorunował mnie wzrokiem, ale kiwnąl na Leo, aby wszedł do środka-nie zabij go-krzyknęłam jeszcze, a potem basior zamknął za mną drzwi z impetem. Ruszyłam na dół, aby powiedzieć Okami'emu żeby się zajął nowym wilkiem.

Od Leo- c.d Tyvsy

-Nauczymy cię jak się bronić, nie przejmuj się, to po pierwsze, a po  drugie im więcej zmiennokształtnych tym lepiej- powiedziała z miną politowania.
Ma mnie za słabeusza? No proszę. Jeśli potrafi niech zamieni się w człowieka a jej pokażę! Chociaż nie wiem czy potrafiłbym uderzyć dziewczynę, ale dla niej zrobiłbym wyjątek.
-Mam przy reszcie twoich znajomych być pod postacią wilka? Nie ukrywam, że tego nie lubię.
Nic już nie mówiąc zmieniłem się w wilka. Nie to, że przeszkadza mi mój wygląd wilka czy coś innego, ale czuję się pewniej siebie jako człowiek.

<Tyvsa?>

Od Tyvsy- c.d Leo

-Nauczymy cię jak się bronić, nie przejmuj się, to po pierwsze, a po drugie im więcej zmiennokształtnych tym lepiej- ciekawe czemu ma taką niską samoocenę, nie powinien się od razu skreślać, to głupie. Powinien bardziej w siebie wierzyć-Chodź zaprowadzę cię do zamku, gdzie zostaniesz opatrzony. Chciałabym cie tylko prosić, abyś zmienił się  w wilka. Wolę żeby nie doznali od razu tak dużego szoku- podniosłam się z ziemi i spojrzałam na niego wyczekując na odpowiedź, która da mi znak do ruszenia w powrotną drogę.

<Leo?>

Od Leo- c.d Tyvsy

Nie mam powodu by jej wierzyć, ale przekonała mnie, że to wilki nie od niej mnie zaatakowały. Na jej propozycję otworzyłem szeroko oczy.
-Mam do was dołączyć? Ledwo mnie znasz -patrzyłem na nią podejrzliwie.
Kiedyś słyszałem, że wataha to fajna sprawa, ale ja jestem raczej typem samotnika. Mam porzucić swoje swobodne życie na cel pomocy innym? Na samą myśl zaśmiałem się cicho. Ale po przeanalizowaniu swojej obecnej sytuacji nie widzę lepszego dla siebie wyjścia. Dołączenie do watahy może mnie uratować bynajmniej od śmierci z łap tamtych popaprańców i nie ukrywam śmierci głodowej. Z tego co widzę Tyvsa ma jakieś porachunki z inną grupą wilków. Czy aby na pewno mi się to opłacało? Nie chcę mieszać się w sprawy, które mnie nie obchodzą...
-Niech będzie -powiedziałem w końcu. -To prawda, że jak na razie jestem bez dachu nad głową i zdolności polowania. -wybuchłem śmiałym śmiechem. -Myślisz, że przydam ci się? Ja? Który spędził tyle lat z ludźmi i nie umie sam się obronić?

<Tyvsa>

Od Tyvsy- c.d Leo

 -Lepiej trzymaj swoją watahę na smyczy- powiedział. Wiedziałam, że to nie oni ale nie mogłam go za te oskarżenia zganić, bo jak najbardziej miał do nich prawo. Nie znał okolicy, nie wiedział że jest tu bardzo dużo przybłęd. Wilków bez watah.
-Wątpię, że to oni- odpowiedziałam, a on spojrzał na mnie nieprzekonany- podejrzewam, że nie masz aktualnie żadnego miejsca do którego mógł byś się udać, a ja potrzebuję większej ilości członków watahy, więc proponuję ci dołączenie się do nas- znów uśmiechnęłam się. Uprzejmości nigdy za mało.

<Leo?>

Od Leo- c.d Tyvsy

Nie wiele mówi mi alfa... Jedynie wiem, że taki wilk jest kimś ważnym. Czyli natrafiłem na swojego rodzaju przywódcę.
Uśmiechnęła się, ale postanowiłem nieodzajemnić uśmiechu. Po spytaniu skąd jestem i co się stało opowiedziałem o ataku i o tym, że przez kilka lat mieszkałem z ludźmi i o tym, że po prostu musiałem odejść. Postanowiłem nie otwierać się w zupełności przed obcym wilkiem. Potrzebowałem pomocy a kłamanie na nic się teraz zda.
-Lepiej trzymaj swoją watahę na smyczy -powiedziałem wycierając krew z kącika ust.

<Tyvsa?>

Od Tyvsy- c.d Leo

-A ty kim jesteś?- spytał się mnie. Obejrzałam go z góry do dołu. Wyglądał podejrzanie, jednak wiedziała, że mi nie zagraża. Był zbyt słaby i okaleczony.
-Jestem Tyvsa, alfa pobliskiej watahy- odpowiedziałam, wycinając część formułki, nie rozumiem po co co chwilę wszystkim przypominać swoje drugie imię, czy numerek którym cie oznaczono jako któregoś tam, z kolei, władce o takim samym imieniu. Uśmiechnęłam się do niego, aby go nie wystraszyć, wiem że niektórzy się mnie boją. Chłopak nie wyglądał na wystraszonego, ale wolałam nie ryzykować. Ciekawe co tu robi, w szczególności, że jest sam i nie wygląda najlepiej.
-Co cię tu sprowadza i co ci się stało?

<Leo?>

Od Leo-c.d Tyvsy

Mieszkając kilka lat wśród ludzi postanowiłem w końcu odejść. Ludzie chcieli wysłać mnie do psychiatryka uznając, że nie umiem przystosować się do społeczeństwa. Mają za dużo praw, które trzeba przestrzegać. Gdy jestem głodny mam iść do pracy, dostać pieniądze i dopiero po miesiącu kupić coś do jedzenia? Proszę, łatwiej jest ,,ukraść". Ale ludzie robią dużo z tym problemów. Wyroki sądowe i takie tam. Beznadzieja. Jedyne co polubiłem u ludzi to papierosy. Szkoda, że je też trzeba kupować.
Zamieniłem się w wilka (ah, jak dawno tego już nie robiłem. O wiele bardziej lubię swoją ludzką postać) i udałem się do lasu. Poczułem się w końcu wolny. Przepełniony energią zacząłem biec przed siebie. To było niesamowite uczucie. No w końcu przez około 8 lat byłem pod postacią człowieka. Moja swoboda nie trwała długo. Wpadłem na grupę wilków. Cofnąłem się ostrożnie. Wyglądali groźnie i stanowczo nie chcieli zapytać czy przyłączę się do polowania. Bez żadnego słowa zaatakowali mnie. Gdyby to była grupa ludzi, ha nie mam pytań. W porządku, już po nich. Ale z tymi wilkami to inaczej. Ani razu nie walczyłem z wilkiem, a oni mają inne zasady... Tak, więc nie owijając w bawełnę nieźle mną poturbowali. Zdołałem im uciec. Gdy zobaczyłem, że już mnie nie gonią spróbowałem zamienić się w człowieka, ale po przemianie znowu byłem wilkiem. To ze zmęczenia i bólu? Na całym ciele miałem pełno śladów po kłach i pazurach. Oparłem się o drzewo łapiąc oddech. Nagle zobaczyłem samicę chodzącą miedzy drzewami. Postanowiłem za nią iść. Nie wyglądała groźnie. Emitowało od niej ciepło i troski, jednakże mogłem się założyć, że nie jest wrażliwą i delikatną wilczycą. Usadowiła się pod drzewem. Podszedłem bliżej i położyłem dłoń na jej barku. Spojrzała na mnie zdziwiona i zapytała kim jestem. Postanowiłem raz iść komuś na rękę i nie bawić się w debila. Ponad to potrzebowałem pomocy.
-Nazywam się Leo -odparłem.
Nagle moje przemienianie się zakończyło i mogłem być człowiekiem. Spojrzałem na wilczycę i zadałem pytanie:
-A ty kim jesteś?

<Tyvsa?>

Od Tyvsy

Przechadzałam się po plaży, starałam się sobie przypomnieć jak to było, jak zamiast śniegu, leżał tu piasek. Gdy było tu ciepło, a słońce przyjemnie grzało futro. Gdy plaża się skończyła, weszłam w las. Dawno tu nie byłam. Wspomnienia wracały, przypominało mi się, gdy mogłam beztrosko biegać po wszystkich terenach, nie martwiąc się o to, co stanie się w przyszłości. W końcu udało mi się dojść tam, gdzie miałam zamiar od początku, do Mrocznego Lasu. Ponoć, gdy w nim pomedytuje, jako iż jestem związana z mrokiem, moja moc będzie silniejsza. Po lesie roznosił się odgłos kroków, zignorowałam je. To miejsce jest dziwne, więc czego miała się spodziewać, błogiej ciszy, śpiewu ptaków. Przysiadłam pod jednym z drzew i zamknęła oczy, starałam się wyciszyć jednak nie mogłam, było zbyt głośno. Do odgłosu kroków dołączyły się ludzkie jęki, przeplatane z wilczym skomleniem. Nagle poczułam na swoim barku czyjąś rękę. Otworzyłam oczy i odwróciłam się w tamtą stronę, za mną stał chłopak, który po chwili zmienił się w wilka i tak w kółko. Raz był w jednej postaci,a raz w drugiej. Miał pełno ran i blizn. Nie wiedziałam, czy był po prostu wytworem tego miejsca, czy po prostu zabłądził.
-Kim jesteś?- spytałam się go

<Leo?>

Od Elise- c.d Sanariona

-Ja mam jedno- odpowiedziałam na pytanie alfy, a ona kiwnęła pyskiem na znak, że mnie słucha- Jak planujesz odeprzeć ich ataki, ta dzisiejsza akcja, była na prawdę dopiero początkiem. 60 ludzi to nic, zaufaj. Ich armia liczy koło 1000-1500- spojrzała na mnie z wahaniem
-Zwerbuję "dobre" smoki, są winne nam przysługę, poproszę o pomoc bogów, bo jak dobrze wiesz większości z nich mamy przychylność i... jeszcze coś wymyślę
-Podkreślmy to większość, bo niektórzy z nich chcą nas zniszczyć i to aktualnie ci najpotężniejsi- zwróciłam jej uwagę na dość istotny fakt
-Że Mars potężny?- zaśmiał się Maki- Tyv i ja moglibyśmy zgnieść go najprostszym czarem
-Nie lekceważ go, nauczył się złej magi, umie czerpać moc ze śmierci innych- odpowiedziałam bez wahania, a basior zrobił dziwną, niezadowoloną minę
-Ten debil się czegoś nauczył, chyba w snach- znów się zaśmiał. Jest zbyt pewny siebie, to może wszystko utrudnić.
-Może jednak jest mądrzejszy niż ci się zdaje
-Nie wierzę w to
-Maki, nie możemy z góry zakładać, że on nie zaczął myśleć- wtrąciła się Tyvsa, cieszyło mnie, że nie patrzy na to wszystko tak z góry, jak jej partner.
-Ale...- przerwała mu:- Nie ma ale, naucz się słuchać innych- spiorunował ją wzrokiem, lecz nie odezwał się więcej. Jej zdanie było dla niego najważniejsze. Ciekawe jak owinęła sobie wokół palca, tak potężnego boga...ma talent
-Elise, a ty coś proponujesz?-zwróciła się do mnie
-Wśród ludzi są buntownicy, tacy jak ja, jestem za tym, żeby ich przygarnąć
-Skąd będziemy mieć pewność, że chcą dla nas dobrze?- spytał Okami
-Stąd, że mogę zbadać ich myśli, zgodzą się na to Elis?
-Większość z pewnością- uśmiechnęłam się do niej, a ona stanęła przed jednym z ludzi, który jeszcze żył. Patrzyła na niego z wątpliwościami, a potem odwróciła się w stronę Maki'ego. Basior ruszył w stronę, rannego pochylił się na nim i położył łapę na jego ramieniu. Dwunóg nagle zastygł i przestał oddychać. Maki go zabił
-Dlaczego?- spytałam zszokowana
-Groził mi, gdy chciałam zbadać jego myśli, więc nie będę ryzykować- odpowiedziała bez wahania i zaczęła dalsze przeszukiwania sali.

piątek, 19 grudnia 2014

Od Tyvsy- c.d Seanit

-A miałam nadzieje...-spojrzałam na nią smutno, a ona aby dodać mi siły uśmiechnęła się
-Nie przejmuj się, będzie dobrze- powiedziała
-Wiesz, że będę musiała zrobić z jednym to co z tobą. Nie mogę wychować obydwu
-Czemu?
-Dla bezpieczeństwa, tak samo jak Megan, posłała ciebie, żeby księżyc nie zgasł- czemu dwójka ja się pytam!? Jedno to było by tylko słońce, a tak...słońce i księżyc! Obydwa u mnie. Czemu nie mogło to być jedno szczenię...albo najlepiej zero. Czy ja o dużo proszę? Nie! A dostaję, równo tyle ile jest źle.Czy nie może być w końcu dobrze? Po pysku pociekła mi łza.
-Nie płać, Tyv. Jakoś się ułoży- mówiła kojącym głosem
-Ale jak?- spytałam się jej, a ona tylko wdrapała się na łóżko i wtuliła we mnie.
-Dasz radę,jesteś silna i zobaczysz to dziecko nie będzie ci miało tego za złe. Będzie mądre jak ty
-Obyś miała rację- powiedziałam i wymusiłam uśmiech. Siedziałyśmy tak chwilę, aż nagle usłyszałyśmy pukanie, przez drzwi wychylił się Maki.
-Mogę wejść?-spytał zza progu. Gdy zobaczył mój zapłakany pysk skrzywił się i podszedł do mnie. Wtulił się we mnie, z wolnej strony i powoli zaczął głaskać. Odwróciłam się w jego stronę, jego oczy były nieobecne. Rozmawiał z kimś w myślach. Spojrzałam na siostrę, dzięki czemu przekonałam się że z nią. Pewnie zdawała mu relacje z badania.
-Pomogę ci, nie zostawię cię z tym, Tyfuś, nie martw się- szepnął mi do ucha
-Wiem-odpowiedziałam

Od Sanariona- c.d Tyvsy

-Musimy zorganizować wojsko- zacząłem mówić jako pierwszy
-Wiem Sanarionie, wiem, ale oni nie chcą walczyć- odpowiedziała mi Tyvsa, nawet się nie odwracając.
-To ich zmuśmy- ona może wszystkich wokół niszczyć, to ja też. Najlepiej zabiję wszystkich i będzie świetnie, bo po co nam poddani i po co nam nie niszczyć innych? No po co ja się pytam?
-Nie możemy robić nic wbrew ich woli. Już się buntują- zaczęła chodzić po sali i sprawdzać, czy nikt nie przeżył. Wszyscy ruszyliśmy za nią, każdy potrzebował wyjaśnień, lub po prostu pomocy.
-Robisz to cały czas- odpowiedziałem
-Nie robię. Sanie. To że robię wbrew tobie, nie znaczy że robię wbrew im- wreszcie się odwróciła i spojrzałam na mnie z niezadowoleniem.
-Więc co mam zrobić?
-Pokazać im, że warto walczyć...chociaż po dzisiejszym, pewnie sami się zgłoszą- uśmiechnęła się do mnie- Więc ktoś ma jeszcze jakieś pytania?- rozejrzała się po zebranych. Denerwowało mnie, że mnie spławiła. Musi się jej zdawać, że ma nie wiadomo jaką władzę, a jest nikim. Straciła swoją pozycję, gdy stała się Boginią Cierpienia, gdy zaczęła nas niszczyć.

<Elise?>

Od Seanit- C.D Tyvsy

Badania, badania, badania...-powtarzałam w drodze do komnaty siostry, wczorajszego wieczoru poprosiła bym zbadała czy jest w ciąży. Stwierdziła, że powinnam umieć to wykryć. "Ksieżyc do życia" Tak więc stanęłam przed drzwiami komnaty, po chwili je uchylając.
-Miałam zrobić bada...-wytrzeszczyłam oczy. Ujrzałam Tyvsę i Maki'ego w pół nagich. Wadera gdy tylko mnie ujrzała zmieniła się w wilka.
-J-Ja...M-M-Może nie będę przeszka...-nie dokończyłam.
-Nieee, maki właśnie wychodził-oznajmiła Tyv szczerząc się do mnie w uśmiechu. Maki spojrzał na moją siostrę pytająco a ta zgromiła go wzrokiem. Basior przewrócił oczami nałożył koszulkę i ruszył w stronę drzwi, po drodze zabijając mnie wzrokiem. Weszłam w głąb pokoju zbliżając się do siostry.
-Tak więc chciałaś bym sprawdziła czy jesteś...-zapytałam siostrę.
-W ciąży. Tak-potwierdziła szybko.
-Okey, więc połóż się a ja spróbuje cię obejrzeć-uśmiechnęłam się krzywo. Wadera wykonała moją proźbę a ja zbliżyłam się do niej. Położyłam łapy na jej brzuchu, zamknęłam oczy i wyciszyłam umysł. Skupiłam się na biciu serca Tyvsy, lecz było tłumione... przez dwa inne. Otworzyłam oczy i odsunęłam się od siostry.
-Bliźniaki-stwierdziłam patrząc w jej oczy.

<Tyv???>

Nowy Sojusz!


Serdecznie powitajmy, nowego członka, Leo!


Leo 

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Tyvsy-C.D

-Co my tu robimy?- spytałam się go, a on tylko się do mnie przytulił- Pytam się ciebie o coś!- krzyknęłam. Co się ze mną dzieję?
-To prostu pierwsze miejsce, jakie przyszło mi do głowy, a musieliśmy uciec. Rozniosła byś tam wszystko- zmienił się w człowieka, a ja zrobiłam to samo.
-Co się ze mną dzieje?
-Zawsze tak jest na początku, przejdzie ci- pocałował mnie, a potem sięgnął po moją rękę, położył ją na swojej i sprawił, że spod niej zaczęło wydobywać się światło. Poczułam dziwny ból w okolicach skroni. Spojrzałam na niego z wahaniem, a on tylko się uśmiechnął. Nagle ból minął, a jego miejsce zastąpił błogi spokój- to załagodzi sprawę na 2, góra 3 dni- pocałował mnie delikatnie, sprawiając tym samym, że obydwoje się odmieniliśmy i znów znaleźliśmy w zamku-Nie wiedzą, że nas nie było, Moon zatrzymała czas-usłyszałam w głowie jego głos. Rozejrzałam się po sali. Wszyscy patrzyli na mnie ze złością. Przed mną, nagle pojawił się Seth.
-To nie jej wina!- krzyknął, a cała sala spojrzała się na niego. Najwidoczniej o to mu chodziło, bo uśmiechnął się lekko- Mars ją zaczarował- okłamał ich, ale nie było po nim tego widać. Za pewne robił to nie pierwszy raz. Ciekawe ile razy, wykorzystał to na mnie, kiedy byłam mała.
-Dlaczego mamy ci wierzyć?- spytał jeden ze strażników. Po sali rozległy się pomruki.
-Wiecie kim jestem, ile zrobiłem dla tego miejsca i czyim synem jestem, to wam powinno wystarczyć
-Też byłeś zły- odpowiedział tamten
-Nie byłem, to była tylko gra, żeby załatwić wam wolność, co niestety nie do końca wyszło-odpowiedział i wycofał się. Najwidoczniej doszedł do wniosku, że nie będzie się z nimi więcej kłócić. Pokazał mi abym wyszła do przodu.
-Każ im się rozejść i być na następnej naradzie, która odbędzie się zaraz po uprzątnięciu sali- szepnął do mnie ojciec, po czym zniknął. Wzięłam głęboki wdech.
-Proszę was o udanie się do swoich komnat, tych które zostały wam przydzielone w zeszłym tygodniu. Zobaczymy się na następnej naradzie, którą zwołam po uprzątnięciu sali- wszyscy zaczęli się rozchodzić, po paru minutach w sali zostałam tylko ja, Maki, Sanarion, Okami i Elise.

<Sanarion?>

Dwa Nowe Sojusze!




wtorek, 16 grudnia 2014

Vivienne umiera!

Od Tyvsy-c.d Elise

Odpierałam atak razem z Makim, nie było nikogo,kto mógł by nam pomóc.Nie,na tyle blisko,by dał radę przedrzeć się przez tłum ludzi. Zza mnie zaczęły lecieć lodowe pociski, na początku myślałam, że to Pat, ale po chwili zdałam sobie sprawę, że to nie może być on. Jeden z ludzi zbliżył się do mnie niebezpiecznie blisko,zamachnął się na mnie.Na szczęście udało mi się zrobić unik, po czym spojrzałam na napastnika, który niespodziewanie zaczął zwijać się z bólu. Byłam z siebie dumna, pierwszy raz udało mi się użyć tych mocy świadomie. Biegła na mnie kolejna trójka dwunogów, tym razem udało mi się zaczarować wszystkich trzech. Padli na ziemię, zwijając się z bólu. Spojrzałam na nich ze satysfakcją, a potem w raz z ich czwartym kolegą,zakończyłam ich żywot. Wbiłam w ich serca lodowe odłamki. Wtedy właśnie ogarnęło mnie nadzwyczajne uczucie podniecenia, czułam że bez wahania zabiła bym wszystkich zgromadzonych w sali, tak też zaczęłam czynić. Najpierw zabiłam dużą ilość ludzi, używając na nich swoich mocy, a także rozszarpując ich czasem. Nagle przed mną pojawiła się prawie bezbronna Vivienne, nie zważając na to, że jest jedną z nas, strzeliłam w nią ogniem, który szybko pokrył jej skrzydła spojrzałam na mnie z przerażeniem i dezorientacją.
-Tyvsa, uspokój się!- usłyszałam w głowie zrozpaczony krzyk Maki'ego, jednak nie zwracałam na niego uwagi, działałam dalej. Spojrzałam w oczy smoczycy i zaczęłam sprawiać, że jedyne o czym mogła myśleć to o swoich lękach. Cieszyło mnie jej cierpienie. Nie słyszałam niczego, poza ciągłym nawoływaniem Maki'ego i jej krzykami. Wszyscy patrzyli w moją stronę z trwogą, a ja wykonałam ostatni ruch, sprawiłam, że momentalnie zaczęła się dusić, wrzeszczała z przerażanie. Cieszyłam się jej cierpieniem. Nagle umilkła, zaczęło jej brakować powietrza. Jej oczy stały się nieprzytomne, a z pyska wyszedł ostatni jęk. Umarła,a zabiłam ją ja. Poczułam, że ktoś mnie chwyta, za ogoni każe się odwrócić. Na sali leżał ogrom trupów. Żaden z napastników nie przeżył. Wokół mnie zaczęli zbierać się poddani. Szeptali między sobą, nie docierało do nich co się stało. Widać było, że się mnie bali. Sama bałam się siebie. Zabiłam swoją doradczynie!
-Daj łapę!- spełniłam rozkaz Maki'ego, a potem poczułam zawirowania. Znaleźliśmy się w kapliczce Moon.

C.D.N

200 post!

Nawet nie spodziewałam się, że napiszę to tak szybko!
Dziękuję wam wszystkim za pisanie i proszę o więcej opowiadań ;)

Alfa,Tyvsa

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Od Tyvsy i Pata-c.d Tyvsy

Pat

-Boisz się mnie ? - zapytała Tyvsa.
Złość rozrywała mnie na kawałki.
-Oczywiście że nie. - prychnąłem.
Temperatura w pomieszczeniu rzeczywiście opadła. Moje emocje zaczęły panować nad mocą.
Patrzyłem jej w oczy przez chwilę. Oczami wyobraźni widziałem jak tą suke przeszywają miliony mały kawałeczków lodu.
-Do czasu - powiedziała i się zaśmiała.
Cały lód który osiadł na ścianach odczepił się i niczym odłamki szkła poleciał w stronę Alfy.
Ta szybko wyczarowała tarczę pod postacią ściany z lodu, jednak jestem odłamek na tyle szybki przebił barierę i musnął Tyvsę. Krew popłynęła po jej pysku.
Zaskoczona tym zjawiskiem popatrzyła na mnie.
-Wyjdź. - rozkazała.
Usiadłem i popatrzyłem na nią.
-WYJDŹ - ryknęła.
Podniosłem się z satysfakcją.
-Przyjdę jutro, na kolejną lekcję. - powiedziałem i wyszedłem.

Tyvsa

-Wyjdź- rozkazałam mu, a on tylko usiadł i zaczął na mnie patrzeć. Jego aroganckie zachowanie zdenerwowało mnie.
-WYJDŹ- krzyknęłam na niego ze wściekłością. Basior uśmiechnął się ze satysfakcją i ruszył  w stronę drzwi. Przed wyjściem powiedział jeszcze- Przyjdę jutro, na kolejną lekcje- spojrzałam na niego spod łba, a on zamknął drzwi.  Udało mu się, ze mną wygrać?! Jakim cudem? Przecież tak się nie da. Przysiadłam na swoim łóżku, wtedy dotarło do mnie, że coś jest nie tak. Nigdy nie byłam taka... wredna i co najważniejsze nigdy nie udało mi się zostać wyprowadzoną z równowagi, tak szybko. Robię się inna.Gorsza. Spojrzałam na szafkę obok mojego łózka, leżał na niej nóż. Nie tym razem! Skarciłam się i położyłam łeb na łóżku, aby się uspokoić.

Od Elise-c.d Tyvsy i Okami'ego-"Wojne czas zacząć"

Kazałam Okami'emu zwołać naradę,a sama pognałam do Ogrodu Wspomnień.Wiedziałam,że Moon nie ma już jak tutaj być,jej dzisiejszy przydział czasu na ziemi się skończył,wiec postanowiłam pobiec do grobu Setha,jej wnuczka.Miałam pewność,że on będzie widział co się dzieje,bo Moon,zawsze zawiadamiała go o wszystkim i często szukała u niego porad.Gdy w końcu udało mi się tam dotrzeć,dosłownie na samym wejściu do ogrodu stał Seth.Był zmartwiony,jednak gdy podeszłam do niego uśmiechnął się do mnie,jakby chciał dodać mi otuchy.Uklęknęłam przed nim.
-Wstań Elise,ile razy ci mówiłem,że nie życzę sobie,żeby ktoś się przed mną płaszczył.Nie jestem już Panem Smoczego Zaułka,jestem po prostu Sethem-powiedział,a ja się podniosłam
-Co się dzieje?-spytałam nie zważając na maniery,zżerała mnie ciekawość
-Mars wydostał się ze swojej planety,zyskał pełnie sił,chce zaatakować.Zacznie od waszej watahy-spojrzałam na niego ze zdziwieniem-musisz im o tym powiedzieć i poprowadzić ich,poproś moje córki o pomoc
-Czemu ja?
-Bo jako jedyna tu przyszłaś i jako jedyna trzeźwo myślisz
-Oni mnie nie cierpią,nie posłuchają się mnie
-Spokojnie,pójdę z tobą-zrobił pauzę-i taka jeszcze jedna sprawa,mam dla ciebie prezent-pokazał mi,żebym się zniżyła,gdy to zrobiłam,położył na mojej głowie łapę.Oczy basiora zaświeciły się na złoto-daję ci żywioł życia,żebyś uzdrawiała niewinnych,żywioł lodu i wody,żebyś nie była bezbronna i żywioł ognia,żebyś rozgrzewała ich serca do walki-poczułam ogromną energię w swoim ciele,czułam że jestem potężniejsza niż zazwyczaj.Seth kazał mi się podnieść,zrobiłam to.
-Za bardzo we mnie wierzysz-powiedziałam
-To ty po prostu straciłaś wiarę w siebie.Zmień się w wilka-spełniłam jego rozkaz-a teraz daj mi łapę-to też wykonałam,poczułam dziwne wirowanie i po chwili pojawiłam się w Sali Tronowej.
-Ile masz jeszcze czasu?-spytałam się go
-Parę godzin,Meg wymyśliła jakiś czar dzięki któremu mogę zostać dłużej i nie jestem duchem-spojrzałam w stronę drzwi.Weszła przez nie akurat Tyvsa,za którą szedł Pat,pewnie wcześniej go uczyła.Gdy zobaczyła mnie,ruszyła w moją stronę.Jej wzrok przeniósł się na basiora obok mnie.Uśmiechnęła się od ucha do ucha i przyśpieszyła krok.
-Witaj,ojcze!-zaśmiała się i wtuliła w basiora
-Cieszę się,że cię widzę słońce,ale co to za ponura aura?-on nie wiedział,o tym kim jest Tyvsa.Jakim cudem?
-Zostałam...-widać było,że się waha czy mu powiedzieć,czy nie-...Boginią Cierpienia-Seth uśmiechnął się na te słowa.Zdziwiło mnie to bardzo.
-Widzę,że ktoś idzie w moje ślady-alfa spojrzała na niego pytająco-też byłem ten "zły"
-Aaa,o to tacie chodzi-powiedziała.Ciekawe o co im chodziło,chyba powinnam poszperać trochę w tutejszych księgach.Wadera odwróciła się w moją stronę-co się stało,że ściągnęłaś tutaj wszystkich i nawet mojego ojca?
-Mamy dosyć dużo problemów,wytłumaczę ci wszystko,wtedy kiedy im,nie możemy zwlekać i powtarzać tego samego tysiąc razy-rozejrzałam się po sali,była wypełniona wilkami,przy ścianie zobaczyłam nawet parę smoków z SZ,niebieskiego i zielonego,koło nich stała Vivienne.Ruszyłam na podwyższenie,aby wszyscy dobrze mnie słyszeli i wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić:
-Witam,wszystkich zebranych!Cieszy mnie,że przybyliście dziś tak licznie,bo narada ta jest jedną z ważniejszych.Wiem,że nie ufacie mi i że za mną nie przepadacie,ale niestety stałam się nieodłączną częścią waszej historii.Mam wam do przekazania dziś bardzo smutne wieści-nagle wokół rozległ się trzask,ze wszystkich stron posypało się szkło.Rozejrzałam się zdziwiona.Wszystkie okna w sali były wybite,a przez nie do środka dostało się parę smoków,a na nich ludzie.Bardzo dużo ludzi.
-Szlak-powiedziała Tyvsa,nad nami powstała ogromna wodna tarcza,odgradzała od nas ogień smoków i je same.Smoki ognia boją się wody.Ze smoków zostały spuszczone liny,na których w bezpieczny sposób zjechali na ziemie,ludzie.
-Okami,zabierz wszystkich,bez mocy,do schronu,już!-krzyknęła na niego,a basior zaczął tłoczyć wilki pod jedną ścianą,która po chwili się otworzyła.W tym czasie Tyvsa,osłaniała ich.Widać było,że wiele ją to kosztuje.Po pewnym czasie dołączył do niej Maki,walczyli łeb w łeb.Robili to z ogromną gracją.

<Tyvsa?Okami?Pat(pochwal się mocami,ale nie zmieniaj nic,bez mnie,w fabule ;) )?>

niedziela, 14 grudnia 2014

Od Tyvsy-c.d Okami'ego

-Dziś przejdziemy do tworzenia tarcz-powiedziałam do Pata,a on tylko kiwną głową,na znak że się ze mną zgadza-rzuć we mnie pociskiem,pokażę ci jak wgląda jedna z prostszych tarcz-basior zamknął na chwile oczy,a potem w moją stronę poleciały lodowe odłamki.Stworzyłam wokół siebie przezroczystą kopułę z wody.Gdy pociski do niej dotarły,sprawiły że w tarczy powstały lekkie wgniecenia.Zniknęłam tarczę i uśmiechnęłam się do niego.Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.Ruszyłam w ich stronę i powoli otworzyłam je.Przed mną stał człowiek.Coś dziwnego mówiło mi,że to Okami.Ogromnie zdziwiła mnie jego postać.
-Jezu!Co się stało?!-spytałam się go
-Później ci wytłumaczę.Teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie-zrobił,krótką pauzę-zaraz odbędzie się narada. Tam wszystkiego się dowiesz. Teraz muszę powiadomić inne wilki-szybko wyszedł z mojej komnaty.Odwróciłam się do Pata,który patrzył na mnie ze zdziwieniem.
-Dobra zbieraj się,mały,koniec lekcji na dzisiaj,musimy stawić się na naradzie-powiedziałam do niego
-Nie jestem mały-oburzył się i ruszył w stronę drzwi,zrobiłam to samo.
-Jesteś-odpowiedziałam,a on spojrzała na mnie spode łba.Po chwili znajdowaliśmy się już w Sali Tronowej,na środku,której stała Elise,pod postacią wilka.Ruszyłam w jej stronę.

<Elise?>

sobota, 13 grudnia 2014

Od Okami'ego-c.d. Elise

-Do widzenia, Moon-szepnęła Elise i spojrzała w moje oczy ze zdziwieniem.
-O co chodziło? Czemu Arya... Co się stało?-zacząłem zadawać lawinę pytań, jednak przerwałem gdy zobaczyłem Elise podchodzącą z płaczem do nieruchomego ciała. Delikatnie dotknęła jej łapy.
-Spoczywaj w pokoju-dziewczyna zamknęła jej ślepia-oby twą duszę nie spotkała krzywda i niech bóg śmierci,Maki prowadzi cię do nieśmiertelność-delikatnie pogłaskała wilczycę po pysku. Po twarzy Elise pociekła łza. Spuściłem pysk. Jakby ją tu pocieszyć... Niespodziewanie usłyszałem głos Moon "Dam ci coś, pociesz ją". Zaraz co?! Nagle poczułem szczególne uczucie. Nie do opisania. Towarzyszyło mu delikatne mrowienie, które stopniowo ogarnęło całe moje ciało. Spojrzałem na swoje łapy. Szybko się wydłużały i zaczęły przybierać kremowy kolor. To samo z nogami. Zanim zorientowałem się dokładnie co się dzieje byłem przemieniony. Znów spojrzałem na swoje łapy, a właściwie na miejsce, gdzie powinny być. Teraz zastąpiły je ręce. Spróbowałem je ugiąć. Udało mi się. Jestem człowiekiem!!!-krzyknąłem w myślach. Zacząłem radośnie podskakiwać i machać rękoma. Nagle usłyszałem za sobą szloch. Odwróciłem się. Elise schowała głowę w dłoniach i płakała. Boże, jakim ja jestem debilem... Podszedłem do niej i niepewnie przytuliłem ją.
-Już, już... spokojnie mała.- powiedziałem kojącym głosem i oparłem podbródek o jej głowę. Poczułem, jak jej ciało zadrżało. Po chwili dziewczyna odsunęła się ode mnie i spojrzała mi w oczy.
-Musimy powiadomić resztę.-powiedziała.
-Jasne.-odparłem zaskoczony. To zadziwiające, że w takim momencie potrafiła zachować jasność umysłu. Dziewczyna nagle ruszyła, wyminęła mnie i zniknęła pośród drzew, nie oglądając się za siebie.
-Czekaj! Stój!-krzyknąłem za nią. Nie spędzając ani chwili dłużej w tym miejscu pobiegłem za Elise. Szybko dołączyłem do niej i razem, milcząc, szliśmy w stronę zamku.
-Jak zamierzasz im to powiedzieć?-przerwałem ciszę, gdy byliśmy przy głównej bramie.
-Normalnie, nie będę owijać w bawełnę.-krótko wytłumaczyła i zniknęła za wielkimi wrotami.-Zwołaj naradę.-rzuciła za sobą.
-Oczywiście, od tego jestem.-szepnąłem, bardziej do siebie niż do niej, i udałem się do komnat Alf i Bet.
   Mocno zapukałem w drzwi. Po chwili się otworzyły i w progu stanęła Tyvsa.
-Jezu! Co się stało?!-zapytała zszkowana. No tak... dalej byłem pod postacią człowieka.
-Później ci wytłumaczę.-szybko odpowiedziałem.-Teraz mamy ważniejsze sprawy na głowie. Zauważyłem zdziwiony wzrok alfy.
-Zaraz odbędzie się narada. Tam wszystkiego się dowiesz. Teraz muszę powiadomić inne wilki.-ni czekając na jej reakcję podszedłem do kolejnych drzwi...
<Elise?Tyvsa?>

piątek, 12 grudnia 2014

Ogłoszenia

Po pierwsze,zasady zostały zaktualizowane i zmienił się układ zakładek.
Po drugie,jako że niedługo będą święta,a za oknem czasem prószy śnieg trzeba jakiś konkurs zrobić,więc...

Konkursy Świąteczne

Żeby troszkę was rozruszać i sprawić,żebyście się uaktywnili mam dla was dwa konkursy,do wyboru.

"Mój wilk i jego święta"

Jedna z najprostszych rzeczy jaką mogłam dać do zrobienia,a mianowicie napisanie opowiadania,opisującego święta twojego wilka.
Nic trudnego,nieprawdaż?

Zasady:
  1. Jeden wilk może wysłać tylko jedno opowiadanie,
  2. Opowiadanie musi zawierać co najmniej 20 linijek,
  3. Pomysł nie może być ściągnięty od innego wilka,
Nagrody:

Za 1 miejsce: 25PŻ+50KM+specjalny świąteczny przedmiot
Za 2 miejsce: 25PŻ+25KM
Za wzięcie udziału: 15PŻ+10KM

KM,będą liczone także tak jak zawsze,więc możesz w łatwy sposób zarobić dwa razy szybciej.

"Święta w farbie"

Masz talent plastyczny,lub może po prostu lubisz rysować?
Jeżeli tak to idealny konkurs dla ciebie!
Aby wziąć w nim udział wystarczy,że narysujesz swojego wilka,w jakiś świąteczny sposób.Dodasz mu czapkę i brodę mikołaja,lub posadzisz koło choinki,rozpakowującego prezenty.

Zasady:
  1. Praca musi być wykonana na komputerze,
  2. Jeden wilk może wysłać góra dwie prace
  3. Liczy się oryginalność,
Nagrody:

Za 1 miejsce: 25PŻ+50KM+specjalny świąteczny przedmiot
Za 2 miejsce: 25PŻ+25KM
Za wzięcie udziału: 15PŻ+10KM


Musisz wziąć udział w co najmniej jednym konkursie,jeżeli tego nie zrobisz twój wilk zostanie zabity podczas wojny!
Możesz zrobić pracę na obydwa konkursy.

Pracę proszę wysyłać,tam gdzie zawsze i mają one być wysłane do 26 grudnia.
27 grudnia zostanie opublikowana ankieta,w której wybierzecie swojego faworyta,a 3 stycznia zostaną opublikowane wyniki.


Życzę dużej ilości weny,alfa Tyvsa



niedziela, 30 listopada 2014

Od Elise-c.d Okami'ego i Ary

Wyszłam z kuchni i ruszyłam przed siebie.Cały czas czułam,że jestem śledzona,więc lekko przyśpieszyłam krok,jednak tylko na tyle,aby Okami,nie zwrócił uwagi,że wiem,że za mną podąża.Po paru minutach zgubiłam go.Z triumfem wymalowanym na pysku lekko zwolniłam,ale nie przestałam iść przed siebie.Po chwili znalazłam się na polanie,rozejrzałam się po niej i zamurowało mnie.Na drzewie,na skraju lasu,wisiało ciało jakiejś wilczycy.Stałam tak ładnych parę minut,nie robiąc nic,aby jej pomóc.Nagle usłyszałam krzyk Okami'ego:
-Jezu! Co się stało?!-zostałam wybudzona z transu.Szybko zmieniłam się w człowieka,aby ściągnąć ciało z drzewa.Wilczyca,była dziwne ciepła,prawie że parzyła,choć jej ciało było wiotkie.Ułożyłam ją na ziemi i uklęknęłam koło niej.Nagle przed mną pojawiła się Moon.
-Nie dotykaj jej!-rozkazała mi,spojrzałam na nią ze zdziwieniem.Wadera,leżąca przed mną,gwałtownie pobrała powietrze i otworzyła ślepia.
-Mars,on jest wolny...-powiedziała i znów zwiotczała.Moon wyciągnęła łapę nad jej ciałem i zaczęła coś szeptać.Zrezygnowana opuściła pysk i cicho jęknęła.
-Za dużo ich ginie-powiedziała i spojrzała na mnie z cierpieniem
-Nie przejmuj się,nie twoja wina-powiedziałam,a ona spojrzała na Okami'ego,który stał za mną zdezorientowany.Uśmiechnęła się do niego krzywo.
-Pamiętam twojego ojca,wyglądał dokładnie jak ty,bardzo go lubiłam.Mam nadzieję,że on będzie mógł być z ciebie dumny i że poprowadzisz ich ku zwycięstwu-basior wytrzeszczył oczy,chciał coś powiedzieć,ale nie zdążył bo bogini zniknęła.
-Do widzenia,Moon-szepnęłam i spojrzałam w oczy Okami'ego ze zdziwieniem.Ciekawiło mnie dla czego to on ma poprowadzić watahę,a nie Tyvsa.

<Okami?>

sobota, 29 listopada 2014

Od Okami'ego-c.d Elise

-Po co chcesz to wiedzieć?-spytałem zdezorientowany. Kim do jasnej ciasnej ona była?
-Nieważne, po prostu odpowiedz-widocznie zauważyła moje zdziwione spojrzenie bo ponowiła pytanie-Przejąłeś się jak Elise stąd wyszła?
-Nie powiem ci. Mogłabyś wyjść?-spytałem uśmiechając się do wilczycy.-Taak, dziś nie mam humoru.
-Widać, jak my wszyscy.-stwierdziła po czym wyszła z kuchni.A gdybym tak zaczął ją śledzić? Dowiedziałbym się kim ona jest...Szybko skierowałem się w stronę wyjścia. W samą porę zauważyłem jej ogon znikający za drzewami. Ruszyłem w tamtą stronę.Kiedy dołączyła do nas ta wilczyca? Czy kiedykolwiek ją widziałem? Musi być nowa. Kiedy tyle się dzieje, tuż tuż wojna a ona dołączyła do naszej watahy... no nieźle. Ale trochę przypominała mi Elise. Może to przez te białe włosy? A może przez te oczy? Ale jak to możliwe, żeby kolory ich oczu były dokładnie takie sam... To jest Elise! Teraz wszystko jasne! Zaraz jej powiem, że już wszystko wiem. Tylko chwila, gdzie ona jest?.Rozejrzałem się wokoło. Ogarnęła mnie złość.Jak mogłem się tak zamyśleć?!Pobiegłem przed siebie rozglądając się.Ona gdzieś tu musi być.Nagle kątem oka zauważyłem białe futro pośród drzew. Sprintem ruszyłem w tamtą stronę.
-Jesteś Elise!-krzyknąłem do niej gdy byłem już wystarczająco blisko. Jednak ani drgnęła. Cały czas stała zamurowana i patrzyła przed siebie. Spojrzałem tam.
-Jezu! Co się stało?!-krzyknąłem głośno przerażony.

<Elise?>

Sklep

Więc w sklepie płacimy KM(Księżycowymi Monetami),tak samo jak było na wcześniejszych blogach.
KM zdobywacie za pisanie opowiadań.

Krótkie opowiadanie (od 5 do 15 linijek)-10 KM
Średnie opowiadanie (od 16 do 25 linijek)-20 KM
Długie opowiadanie (od 26 do 40 linijek)-30 KM
Bardzo długie opowiadanie (od 40 do nieskończoności linijek)-40 KM

-Hej!
-Cześć!
-Do widzenia
i inne krótkie dialogi nie liczą się jako jedna linijka!

Sklep znajduje się tu <<klik>>  tak jak byście nie mogli go znaleźć :P
Z  czasem będzie dobywać w nim artykułów.

Liczenie KM zaczynam od dzisiaj.
Każdemu,kto pofatyguje się i policzy za mnie ile ma linijek opowiadania,dopisze w podzięce 5 KM.
Każdy na początku ma 25 KM

Nu to tyle,mam nadzieję,że zaczniecie częściej pisać ;)

Alfa,Tyvsa

środa, 12 listopada 2014

Od Tyvsy

Uśmiechnęłam się pod nosem i ruszyłam w stronę okna.Zaczęłam brać rozbieg,wyskoczyłam na zewnątrz.Usłyszałam za sobą śmiech Maki'ego.Bawiło go,że aż tak mu ufam.Skupiłam się na swoim ciele z którego nagle zaczęły wyrastać skrzydła.Powietrze wokół mnie świszczało.Tuż przed uderzeniem w ziemie machnęłam mocno skrzydłami i zapobiegłam upadkowi.Spojrzałam na okno swojej komnaty.Stał w nim Maki i uśmiechała się.Podleciałam do niego.
-Żadnego strachu,niezwykłe-powiedział,a ja przysiadłam na parapecie i oplotłam swoje ręce,wokół jego torsu.Pocałowałam go delikatnie.Chłopka w odpowiedzi objął mnie i wciągnął do pomieszczenia.Całując mnie cały czas.Zniknęłam skrzydła,które lekko przeszkadzały mu w tuleniu mnie do siebie.Uśmiechnęłam się do niego łobuzersko i przeniosłam jedną ze swoich rąk,tak abym mogła trzymać go za włosy.Pocałowałam go namiętnie.Odsunęłam na chwilę swoje usta od jego,spojrzałam mu w oczy.Widać było w nich podniecenie.Położył ręce na moich biodrach i skierował się w stronę łóżka.Posadził mnie na nim tak delikatnie,jakbym miała się zaraz rozpaść.Chwycił mój podbródek w ręce i zmusił abym na niego spojrzała,po czym znów mnie pocałował.W pocałunku tym było coś nadzwyczajnego,przepełniony był słodyczom i delikatnością.Potarł kciukiem po moim policzku,a ja zaczęłam ściągać jego koszulę.On zaś odgarnął moje włosy i zaczął muskać ustami delikatną skórę szyi.Bawił się mną,bawił się tym jak na mnie działa.Po chwili i on zaczął mnie rozbierać.Nagle po komnacie rozległo się pukanie,po czym nie świadoma niczego Seuś weszła do środka.
-Miałam zrobić bada...-wytrzeszczyła oczy,a ja nie wiedzieć czemu automatycznie zmieniła się w wilka.

<Seuś? :P Pamiętaj,żeby zrobić mi badania,ty od życia,więc powinnaś wyczuć dzieci ;) >

wtorek, 11 listopada 2014

Od Tyvsy-c.d Pata-"Boisz się mnie?"

Moje oczy wytrzeszczyły się w zdziwieniu.Nie podejrzewałam,że tak szybko uda mi się go wyprowadzić z równowagi.Byłam z siebie dumna.Widziałam,że wilk nadal chce się na mnie rzucić,więc sprawiłam,że w jego stronę poleciała woda,która zablokowała jego ciało.Basior próbował się wyrwać,jednak za każdym jego ruchem,woda zakrywała go coraz bardziej,aż w końcu wystawał z niej tylko jego nos.Patrzył na mnie z lekkim przerażeniem,jednak nie tak wielkim jakiego się spodziewałam.Powoli zaczęłam rozluźniać "sieć".Zobaczyłam na jego pysku ulgę,gdy był w pełni wyswobodzony.
-Magia zależy od emocji-zaczęłam chodzić w kółko,bawiąc się przy tym kulką z wody,którą koło siebie pojawiłam.Wodna zabawka,lewitowała,zataczając okręgi-twoim zadaniem jest nauczyć się nad nimi panować,a potem każdą z nich przekształcić w jakiś czar-uśmiechnęłam się do niego,a moja wodna kulka poleciała w jego stronę.Basior skrzywił się,czekając na uderzenie,które nie nastąpiło.Woda zatrzymała się kilka minimetrów przed jego pyskiem.Nie wiedzieć,czemu takie znęcanie się nad nim sprawiało mi przyjemność.Sprawiłam,że woda zniknęła.Pat patrzył nadal na miejsce w którym była,a ja podeszłam do niego wolnym krokiem.Nie czułam wyrzutów,jednak wiedziałam,że nie powinnam go tak męczyć.Sprawiłam,że spojrzał mi w oczy i z lekkim wahaniem spytałam się go:-Boisz się mnie?


<Pat?>

Od Pata - Anabelle cz. 1

-Proszę, udajcie się do swoich komnat i oczekujcie następnych zebrań.- ogłosił Okami.
Wilki zaczęły się rozchodzić. Dookoła prowadzona była obudzona rozmowa. Wyszliśmy przed salę.
-O Sunie, choroń nas ! - szeptała jedna wadera obok mnie.
-Podobno to ta zdzira na nas ich sprowadziła - powiedziała ze złością inna.
-Jaka ? - zapytała jej towarzyszka
-Ten człowiek ! - wykrzyknęła z oburzeniem - Kto to widział ?! To jakieś wynaturzenie ! Człowieko wilk !
Wszyscy popatrzyli na nią.
-Musimy ją wygnać ! Sprowadzi na nas nieszczęście ! - prowadziła przemowę.
-To prawda ! Ona jest źródłem całej wojny ! - ktoś krzyknął.
-Tak ! Najlepiej ją zabijmy !
Tłum zaczął przytakiwać.
-Co wy... - powiedziałem.
-Próbuje dostać się w nasze szeregi i przejąć władz... - nie dokończyła bo dostała strumieniem wody.
-Pamiętajcie że to jest człowiek naszej Alphy ! - wykrzyknąłem próbując ich uspokoić.
-Właśnie ! Ją też powinniśmy wygnać ! - zaczęły skandować wilki
-NIE ! - ryknąłem, a wszyscy ucichli. Popatrzyłem się na nich ze złością - Jak jeszcze raz coś takiego usłyszę nic z was nie zostanie ! - zagroziłem.
Przecisnąłem się przez tłum. Gdy odchodziłem od grupki usłyszałem szept.
-On pewnie miał nas szpiegować...
Odwróciłem się.
Ze złością wpatrywałem się w prostą służbę zamkową.
Temperatura w korytarzu spadła. Na ścianach zaczął osadzać się lód.
Odetchnąłem i odszedłem.
***
Kolejne ogromne drzewo padło gdy przebiłem je lodowym kolcem.
Zły do granic możliwości, tą prostotą tych pustych wilków.
Zapewne za niedługo stanę się zdrajcą, który próbuje zniszczyć całą watahę.
Sapiąc ze złości wróciłem do mojej jaskini.
Przeszedłem przez gałęzie - drzwi i położyłem się w głębi, na kocu który kiedyś ukradłem z zamku.
Sam nie wiem ile minęło czasu, gdy usłyszałem kroki.
-Ty to zrób. - powiedział jakiś wilk.
-Nie, ty. - sprzeciwił się drugi głos.
-No dobra. - powiedział pierwszy, przerażony.
Ktoś wszedł do mojego schronienia. Poczułem ciepło ciała nad swoją szyją.
Jednak zanim ten ktoś zdążył coś zrobić, podniosłem się, wbiłem pazury w jego łapę i pociągnąłem. Wilk wywrócił się. Przymroziłem go do ziemi.
-DLA KOGO PRACUJESZ ? - zapytałem. Jednak bardzo szybko zorientowałem się że to jeden z tych spiskowców.
Tutaj nie jestem już bezpieczny - pomyślałem. Odszedłem od przerażonego wilka. Wziąłem koc, włożyłem do niego królicze mięso jakie udało mi się upolować, zabrałem trochę drewna i złożyłem pakunek.
Założyłem go na szyję i "przymroziłem" co ciała.
Wyszedłem z jamy. Minąłem przerażonego wilka. Nawet nie zwróciłem na niego uwagi.
Pobiegłem do twierdzy. Minąłem strażników, nawet nie próbujących mnie zatrzymać. Wszedłem do biblioteki.
Wziąłem wcześniej upatrzoną księgę i otworzyłem. Wypadła stamtąd kartka. Podniosłem ją.
-Tak. To jest to. - powiedziałem zadowolony.
Na kartce była mapa.
-Nawroty przybywam. - szepnąłem do siebie.

poniedziałek, 10 listopada 2014

Od Pata-c.d Tyvsy

-Chcesz żebym nauczyła cię magii ? - zapytała Alpha
-No... Tak. - odpowiedziałem troszeczkę zdziwiony - Kiedy zaczynamy ?
-Chwila... Nie zgodziłam się jeszcze. - odpowiedziała
-Czyli się nie zgadzasz ? - zapytałem zawiedziony
-Tego też nie powiedziałam. - zdezoriętowany jej zachowaniem zastanawiałem się o co chodzi.
-Dobrze, nauczę cię magii. - rzekła a mi kamień spadł z serca.
-To... Kiedy zaczynamy ? - zapytałem zapalony do nauki
***
Tyvsa usiadła naprzeciwko mnie.
-Gotowy ? - spytała
-Chyba tak. - odparłem
Popatrzyła mi w oczy.
Chwilę po tym poczułem jakby coś przeszło przez moją głowę.
-Słyszysz mnie ? - usłyszałem.
Zerknąłem na waderę ale ta stała bez ruchu.
-Yyyy... Chyba tak. - odpowiedziałem.
-Dobra - powiedziała dziwnym tonem. - zobaczmy co my tutaj mamy.
-O czym ty mówisz ? - zapytałem zaniepokojony
-Cicho siedź..! - syknęła.
-Ale, co to ma związanego z magią ? - nabrałem wątpliwości
-Nic.. Nic... - odpowiedziała zbywając - Musisz sobię wyobrazić co chcesz stworzyć z wody a potem przenieść to do rzeczywistości.
-Aha... Rozumiem. - skupiłem się i spróbowałem wyobrazić sobię kulę wodną. Jednak za każdym razem gdy byłem już blisko przerywał mi śmiech alphy.
-Co cię tak śmieszy ? - spytałem poirytowany
-Jak tam ty i Seanit ? - spytała tak jakby nie usłyszała mojego pytania.
-Co ? Jacy my ? - zdenerwowało mnie to pytanie. Zwłaszcza że wiedziałem o co chodzi.
-Nie denerwuje cię to jak Okami się do niej odnosi ? - zapytała.
Nagle, zrozumiałem co się dzieje.
-Natychmiast wyjdź z mojej głowy ! - warknąłem.
W odpowiedzi dostałem tylko śmiech.
-A jak tam rodzice ? Biedni, zamordowani, a mogłeś ich uratować, mogłeś im pomóc - śmiała się dalej.
-DOŚĆ ! - wykrzyknąłem a w stronę alphy poleciał ogromny lodowy kolec.
Odskoczyła i jakby wyrwana z transu usiadła i popatrzyła ogromnymi oczami, uświadamiając sobię co zrobiła.

<Tyv?>

wtorek, 4 listopada 2014

Arya umiera!

Od Ary

Podniosłam głowę.Wokół roznosił się dziwny odgłos.Nagle wokół zaroiło się od ludzi.Spojrzałam na nich z lękiem.Zaczęli oni zbliżać się do mnie,zabierając mi możliwość ucieczki.W końcu,gdy byli bardzo blisko,jeden złapał mnie za kark i podniósł do góry.Zaczął mnie nieść,a za nim ruszyła reszta dwunogów.Szliśmy tak dłuższy czas,a ja sparaliżowana strachem,nie wiedziałam co zrobić.Nagle mężczyzna zatrzymał się,ktoś do niego podszedł i przejął mnie od niego.Przed nami było drzewo,a z drzewa zwisała lina.Miała na końcu pętle,nie wiedziałam po co tam wisi.Zostałam do niej zaniesiona.Wsunęli mi pysk w pętle.Nagle,mężczyzna,który mnie złapał przemówił:
-Marsie,to ja twój wierny sługa Deidarian,przyjmij ten oto dar,w postaci jednego z naszych wrogów i wyzwól swoją wielką moc-Chłopak puścił mnie.Poczułam okropny ból,na szyi.Zaczęłam się dusić.Ostatnie co zobaczyłam to błysk czerwieni na niebie i czerwone ślepia.Wiedziałam,że to mój koniec...a potem zrobiło się ciemno i przestała odczuwać,jakąkolwiek więź z moim ciałem.Umarłam.

<Elise?>

Od Elise-c.d Okamisia ^.^

-EGH! Jesteś nieznośny! A już zaczęłam cię lubić!-powiedziałam to i wybiegłam z kuchni.Uwielbiam sprawdzać,zachowanie innych,dlatego to zrobiłam,zastanawiała mnie reakcja basiora.Do głowy przyszedł mi jeszcze jeden pomysł.Zmieniłam się w wilka.Był to jeden z prezentów,które dostałam od Moon,za zasługi.Dzięki niej mogłam stawać się tym stworzeniem,którym czułam się tak na prawdę od zawsze.Wróciłam do kuchni.Okami,nadal robił jajka,wyglądał jakby nie przejął się tamtym zajściem.Podeszłam bliżej.
-Ale pachnie!-powiedziałam,a basior odwrócił się gwałtownie i spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
-Kim jesteś?-spytał
-Nie wiem,czy ci powiedzieć...
-Czemu?
-Bo nie wiem,czy warto...
-O co ci chodzi?
-Przejąłeś się jak Elise,stąd wyszła?-spojrzał na mnie z dezorientacją,a ja tylko ponowiłam pytanie.

<Okamisiu?Wiem krótko,ale nie wiedziałam co napisać ;)>

Od Okami'ego-c.d Tyvsy

Poczułem lekkie dźgnięcie na pysku. Z trudem otworzyłem oczy i zobaczyłem patrzącą na mnie Tyvse.
-Dziękuję,że się nią zaopiekowałeś-powiedziała. Zaraz, co? Rozejrzałem się. Zauważyłem Makiego i Elise leżącą jakiś metr ode mnie. Ahh no tak, Elise...
-To nie tak jak myślisz-szybko odpowiedziałem-To ona tu przylazła.
-Nie oskarżam cię o nic.-zaśmiała się.
-No... ale to nie tak. Nie chciałem żadnego towarzystwa, zwłaszcza jej.-spojrzałem na Elise spode łba.
-Wypraszam sobie!-odparła-Jakoś ci to nie przeszkadzało jak cię pytałam.
-Nie pytałaś mnie o to.
-Bożeee, z nim się nawet normalnie dogadać nie można.-Elise spojrzała wysoko w niebo.
-Uuu widzę, że coś tu się święci, zostawie was samych.-Tyvsa odeszła w stronę zamku, cały czas chichocząc.
-Miłego migdalenia.-szybko dopowiedział Maki i dołączył do Tyv.
-Grrr.-warknąłem. Spojrzałem na Elise. Uśmiechała się.
-To gdzie idziemy?-spytała wesoło-Zgłodniałam trochę.-Spiorunowałem ją spojrzeniem.
-No co?-dodała z uśmiechem. Wyglądała tak słodko, że nie mogłem nie spełnić jej zachcianki.
-Za mną.-powiedziałem i ruszyłem do kuchni.
-Co robimy?-no po prostu jak dziecko!
-Zobaczysz.-uśmiechnąłem się tajemniczo. Elise nagle zaczęła skakać. Zamurowało mnie, ale zaraz wybuchłem śmiechem. Dziewczyna dołączyła do mnie. Po chwili obaj leżeliśmy na podłodze, co dziwne, bo to wcale nie było śmieszne, a dziecinne. W tamtej chwili nie obchodziło nas to za bardzo.
-Co...ci-powiedziałem między przerwami od śmiechu.
-Sama nie wiem.-Elise przestała się śmiać. Powoli wstała, ale zaraz znowu wybuchła. I znowu ja też. Ten jej śmiech jest okropnie zaraźliwy! Dopiero po dobrych 5 minutach ogarneliśmy się i dalej poszliśmy do kuchni.
-Poczekaj tutaj.-wskazałem Elise najbliższe krzesło.-Zaraz wrócę.-powiedziałem i poszedłem do spiżarni. Po chwili wróciłem z koszykiem jajek i bekonem. Rozpaliłem ogień i zająłem się pieczeniem mięsa.
-Mmm a co tak pachnie, Okamisiu?-Zamurowało mnie. Że what?! Okamiś?! O co jej chodzi?!
-Yyy nie jestem Okamisiem.-zmieszałem się.
-Jesteś, jesteś.-odpowiedziała z uśmiechem.
-Nie.
-Jesteś.
-Nie.
-Jesteś i koniec kropka!-nagle krzyknęła. Zastygłem w miejscu.
-Nie będziesz mną rządzić.-odpowiedziałem spokojnie.
-Bo co?-syknęła.
-Bo sobie tego nie życzę.
-A co mnie to obchodzi?-obdarzyłem ją wyjątkowo zawistnym spojrzeniem.-No co? Myślisz, że mnie przestraszysz?-zaśmiała się. Nie wytrzymałem. Rzuciłem w nią bekonem.
-CO TY WYPRAWIASZ?!-zdenerwowała się. Ja za to nic sobie z tego nie robiłem i zacząłem się z niej śmiać.-PRZESTAŃ!-zażądała.
-Bo co?-ledwo wydusiłem przez śmiech.
-EGH! Jesteś nieznośny! A już zaczęłam cię lubić!-krzyknęła po raz ostatni i wybiegła z kuchni. Zaczęło mnie dręczyć lekkie poczucie winy, ale zignorowałem to i zająłem się jajkami.

<Buhahaha jestem zła! Elise napisz gdzie pobiegłaś i co czułaś>

Elise postanowiła do nas dołączyć!



Elise



Taa...kolejny mój wilk,ale(chyba) ostatni

niedziela, 2 listopada 2014

Od Tyvsy-c.d Okami'ego i Seuś-To moja wina!Mogę się karać,mogę,mogę,mogę!"

Maki

Poprosiłem Seanit,aby pozwoliła mi uspokoić Tyv samemu.Tak na prawdę nawet ja nie wiedziałem do czego jest zdolna,ale mnie będzie jej trudniej zabić niż Seę.Szukałem jej przez dłuższą chwilę.Pierwsze co sprawiło,że wiedziałem,że jest blisko,był jej ciche pojękiwanie,a potem krzyk,który rozległ się po lesie:
-Znowu,znowu,znowu,nie mogę!To moja wina!Mogę się karać,mogę,mogę,mogę!-wtedy wspomnienia wróciły,wtedy przypomniały mi się jej nigdy nie zabliźniające się ran,czar który na samą siebie rzuciła i wcześniejsze rzeczy które robiła.Szkarłat jej krwi,rozlewającej się po jej komnacie.To wszystko co spowodowała śmierć jej rodziców,co spowodował obowiązek,który spadł na nią za młodych lat.Wiedziałem co zastanę,gdy ją znajdę.Zobaczę coś,co kiedyś naprawiłem,jednak wiedziałem,że tym razem nie pójdzie mi tak łatwo.Znalazłem ją,siedzącą pod drzewem,obok grobu Kendry.Wokół niej była krew,miała spuszczoną głowę.Podszedłem do niej i od razu tego pożałowałem.Jej nadgarstki,aż do łokcia były pokryte,głębokimi szramami.Na ludzkim ciele wyglądało to jeszcze gorzej niż na wilczym.

Tyvsa

Pamiętam,jak obiecywałam Maki'emu,że nigdy więcej tego nie zrobię,jednak dzisiaj wiedziałam,że złamię tą przeklętą obietnicę,sprzed paruset lat.Do pasa miałam doczepiony nóż,ten sam,którym kiedyś próbowałam się zabić,tę samą piękną broń,stworzoną tylko po to aby zadawać,ból.Ból,który był jedyną ucieczką od tego wszystkiego.Chwyciłam za niego i wyciągnęłam przed siebie,zrobiłam to samo z drugą ręką.Zaczęłam powoli przejeżdżać po niej nożem,tworząc maleńkie,ranki.Pieczenie,które mi sprawiały,dawało ulgę,sprawiało,że powoli się uspokajałam.Wtedy spojrzałam za siebie i to przeważyło szalę.Byłam przy grobie Kendry,która zginęła przez mnie!Przez nic innego tylko przez moją głupotę!Zaczęłam krzyczeć jak opętana
-Znowu,znowu,znowu,nie mogę!-myślałam o Maki'm,wiedziałam,że będzie nieszczęśliwy kiedy to zobaczy,ale przecież i tak...:-To moja wina!Mogę się karać,mogę,mogę,mogę!-upadłam na ziemię,zrobiłam kilkanaście głębokich cięć w furii,spuściłam głowę i odłożyłam nóż na bok.Patrzyłam na swoje,pocięte ręce,które drżały z bólu.Jak zwykle,nie zwracałam na niego uwagę.W głowie po prostu szumiało mi te kilka słów,co zawsze:jestem zła,zawiodłam to moja wina,to ja jestem zła.Tak w kółko,niszcząc mnie doszczętnie.Poczułam,że ktoś mnie przytula,podniosłam głowę.Maki,troskliwie,tulił mnie do siebie całując moje włosy.
-To nie twoja wina,to ja to wszytko zacząłem.Wiem,że mi nie wierzysz,ale pamiętaj,że to ja zapraszałem cie na spotkania,że to ja cię pocałowałem i że to ja namawiałem cię do tego wszystkiego.Teraz żałuję...nie spodziewałem się,że to się tak skończy-przekręcił moją głowę tak,aby patrzeć mi w oczy.Nadal w głowie szumiały mi te przeklęte słowa,jednak starałam się uspokoić.
-Ja...przepraszam-po policzku pociekła mi łza
-Nie masz,za co-przytulił mnie mocniej,tak że miałam głowę wciśniętą w jego ramie
-Mam,obiecałam ci,że nigdy...-przerwał mi
-Nigdy nie brałem tej obietnicy sobie do serca.Od kiedy zrobiłaś te stałe rany,wiedziałem,że i tak będziesz miała nawroty-paręset lat temu,w jednej z ksiąg znalazła,zaklęcie,które pozwalało mi na zadanie sobie takiej rany,która nigdy nie zniknie.W rezultacie zrobiłam sobie trzy.Jedną na łopatce,która była do krwi i dwie na karku,te jedynie odsłaniały moją skórę,spod warstwy sierści.
-Aż tak zła jestem?
-Nie po prostu,nauczyłaś się nie właściwej rzeczy i tyle...no i źle używałaś mocy,jakby to powiedziała Auriel
-Pamiętasz jak mnie przyłapała?
-Niby jak mam zapomnieć,nawet nie wiesz ile stresu,jako twojemu opiekunowi,mnie to kosztowało-pocałował mnie w policzek,uśmiechnęłam się,nieznacznie-Wracajmy,musisz pomóc Okami'emu-kiwnęłam głową,a on pomógł mi wstać.Machnął ręką nad ranami,które momentalnie zniknęły.
-Przecież masz śmierć,nie życie-spojrzałam na niego ze zdziwieniem
-Można się też uczyć magi spoza swojego żywiołu,przecież sama tego dokonałaś
-Ale ja musiałam wypowiadać zaklęcie
-A ja nauczyłem się bez-delikatnie pociągnął mnie za rękę.Ramię w ramię,jak gdyby nigdy nic,ruszyliśmy w stronę twierdzy.

~*~*~

-Okami!Okami!Szlak by to jasny trafił,gdzie on się podział?-wołałam doradcę
-Może się położył?-spytał Maki,który akurat do mnie dołączył.Wcześniej szukał Elise.
-Nie,nie ma go w jego komnacie,a co z Elise?
-Zniknęła-wtedy przypomniało mi się,że jako wilk,mogę tropić,więc momentalnie zmieniłam się w swoją wilczą postać i ruszyłam na poszukiwania Okami'ego,a Maki ze mną.Po chwili złapałam jego trop.Znalazłam go leżącego dosłownie jakiś metr od Elise.Obydwoje,leżeli na trawie.Okami chyba spał.Podeszłam do niego i delikatnie dźgnęłam nosem.Otworzył niemrawie ślepia i spojrzał na mnie.
-Dziękuję,że się nią zaopiekowałeś-powiedziałam

<Okamisiu? :D>